25 tysięcy serwisów na straży cen. Dlaczego wolny rynek napraw chroni każdego kierowcę?
Ogromna gęstość niezależnych warsztatów w Polsce tworzy presję konkurencyjną, która sztucznie hamuje drastyczne podwyżki stawek za robociznę. Zobacz, jak brak przymusowych narzutów korporacyjnych pozwala niezależnym mechanikom oferować konkurencyjne ceny i dlaczego walka o dostęp do fabrycznych baz diagnostycznych to tak naprawdę bitwa o koszty eksploatacji prywatnych aut Polaków.
Gdyby zapytać statystyków, jak wygląda rynek serwisów motoryzacyjnych w Polsce, otrzymało by się liczby, które nie oddają całej prawdy. Udział niezależnych serwisów w wartości rynku to mniej więcej połowa. Ale gdyby zapytać, kto obsługuje większość polskich kierowców odpowiedź byłaby inna. Dziewięćdziesiąt procent z nich, przynajmniej raz na jakiś czas, trafia do niezależnego warsztatu. To nie jest przypadek ani efekt uboczny struktury rynku. To świadomy wybór milionów ludzi, oparty na bardzo konkretnych kalkulacjach.
Rozumienie tej matematyki jest kluczem do rozumienia, dlaczego niezależne serwisy motoryzacyjne są nie tylko ważnym elementem rynku, ale jego absolutnie fundamentalną częścią. I dlaczego ich osłabienie regulacyjne lub rynkowe byłoby katastrofą nie tylko dla właścicieli warsztatów, ale dla każdego kierowcy w Polsce.
Liczby, które wymagają wyjaśnienia
Pięćdziesiąt procent wartości rynku przy dziewięćdziesięciu procentach obsługiwanych klientów. Ta dysproporcja wymaga wyjaśnienia.
Z autoryzowanych sieci serwisowych korzystają przede wszystkim właściciele nowych i firmowych samochodów. To pojazdy, które są w leasingu lub należą do flot i z reguły mają konkretne wymogi dotyczące serwisowania zgodnie z warunkami gwarancji lub umów flotowych. To też auta, które pokonują znacznie większy roczny przebieg niż średnia krajowa, a ta wynosi w Polsce około piętnastu tysięcy kilometrów rocznie. Samochody firmowe często przekraczają tę wartość dwu, trzy, a nawet ponad czterokrotnie. Większy przebieg to częstsze wizyty serwisowe, to wyższe rachunki, to istotny udział w wartości rynku.
Tymczasem typowy Polak z własnym autem kupowanym często na rynku wtórnym, eksploatowanym ostrożniej, z mniejszym rocznym przebiegiem trafia do niezależnego warsztatu. Bo jest bliżej. Bo jest taniej. Bo mechanik zna go od lat i można z nim porozmawiać wprost o tym, co naprawdę wymaga naprawy, a co można odłożyć.
– To jest sedno sprawy: niezależne serwisy obsługują Polskę. Prawdziwą, codzienną, nieflotową Polskę. Mamę, która wozi dzieci do szkoły. Rzemieślnika, który jeździ do klientów. Rolnika, który ma stary traktor i jeszcze samochód dostawczy. Jeśli niezależne serwisy przestaną funkcjonować, ci ludzie nie mają dokąd jechać, a przynajmniej nie mają dokąd jechać po rozsądnych cenach. – mówi Anetta Mieczkowska, Prezes Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Niezależnych Serwisów Motoryzacyjnych, właścicielka warsztatu należącego do sieci First Stop.
Prawo wyboru jako fundament zdrowego rynku
W ekonomii istnieje pojęcie ciśnienia konkurencyjnego czyli mechanizmu, który sprawia, że podmioty na rynku muszą stale walczyć o klienta ceną, jakością i innowacją. Im więcej podmiotów rywalizuje o ten sam portfel klientów, tym silniejsze jest to ciśnienie. Im słabsza konkurencja tym łatwiej o rentę monopolistyczną, czyli zarabianie więcej niż wynikałoby z rynkowej wyceny usługi.
Dwadzieścia pięć tysięcy niezależnych serwisów motoryzacyjnych tworzy w Polsce jeden z najgęstszych ekosystemów usług mechanicznych w Europie. Ta gęstość jest gwarancją ciśnienia konkurencyjnego i to zarówno w obrębie samego sektora niezależnego, jak i w stosunku do autoryzowanych sieci.
Jarosław Gałuszka – członek Komisji Rewizyjnej PSNSM, wskazuje na ten mechanizm wprost:
– Kiedy masz w mieście trzydzieści niezależnych warsztatów i dwa ASO, to klient ma realny wybór. Może porównać ceny, zebrać opinię znajomych, wybrać specjalistę od konkretnej marki albo mechanika, który po prostu zrobił kiedyś dobrą robotę przy jego samochodzie. To jest najważniejsze prawo konsumenta prawo wyboru. Gdyby te trzydzieści warsztatów jutro zniknęło, cena usługi i jakość traktowania klienta w tych dwóch ASO wyglądałaby zupełnie inaczej.
Ta obserwacja ma przełożenie na politykę rynkową. Regulacje, które faworyzują autoryzowane sieci kosztem niezależnych, nie są neutralne dla konsumenta. Nie są „sprawiedliwym wyrównaniem szans”. Są celowym lub niezamierzonym ograniczaniem konkurencji i zawsze przekładają się na gorsze warunki dla kierowcy.
Niższa cena nie znaczy gorsza jakość
Jednym z często obserwowanych stereotypów dotyczących niezależnych warsztatów jest przekonanie, że niższa cena usługi przekłada się na niższą jakość. To uproszczenie, które nie wytrzymuje konfrontacji z rynkową rzeczywistością.
Niezależny serwis ma niższe koszty stałe niż autoryzowana sieć, mniejsze narzuty korporacyjne, brak obowiązku utrzymywania kosztownej infrastruktury wymaganej przez producenta, elastyczność w wyborze dostawców części. Te oszczędności przekładają się na niższą cenę dla klienta, ale nie na gorszą jakość pracy mechanika, który często ma wieloletnie doświadczenie zdobyte w niezależnych i autoryzowanych serwisach, zanim zdecydował się otworzyć własny punkt.
Kluczowym elementem tej układanki jest dostęp do części i danych technicznych. Niezależny warsztat, który ma dostęp do oryginalnych lub jakościowych zamienników w rozsądnych cenach i do aktualnych danych technicznych niezbędnych do diagnostyki i naprawy może wykonać usługę na poziomie porównywalnym z ASO. Warsztat pozbawiony tych zasobów nie może.
– Jakość usługi w niezależnym serwisie zależy przede wszystkim od kompetencji mechanika i dostępu do narzędzi oraz danych. Nie od logo nad wejściem. I właśnie dlatego walka o dostęp do danych technicznych, którą PSNSM prowadzi jest tak naprawdę walką o jakość usług dla polskich kierowców. – mówi Anetta Mieczkowska.
Ekologia, bezpieczeństwo, gospodarka
Wątek niezależnych serwisów motoryzacyjnych rzadko pojawia się w dyskusjach o ekologii czy bezpieczeństwie drogowym, a powinien. Sprawny samochód to samochód bezpieczny i emitujący mniej zanieczyszczeń niż zaniedbany. Samochód regularnie serwisowany gdziekolwiek, w ASO czy w niezależnym warsztacie jest mniej awaryjny, tańszy w eksploatacji i rzadziej powoduje sytuacje niebezpieczne na drodze.
Sieć niezależnych serwisów o gęstości, jaką mamy w Polsce, to faktyczna infrastruktura bezpieczeństwa ruchu drogowego. Działa lokalnie, dostępnie, bez bariery kosztowej, która mogłaby skłaniać właścicieli mniej zamożnych aut do odkładania napraw w nieskończoność.
– Chcemy, żeby decydenci rozumieli ten wymiar. Kiedy dyskutujemy o dostępie do danych pojazdów albo o kształcie rozporządzenia MVBER, to nie rozmawiamy tylko o interesach właścicieli warsztatów. Rozmawiamy o tym, czy polskie drogi będą bezpieczniejsze albo bardziej niebezpieczne, czy miliony polskich kierowców będą miały dostęp do przystępnych cenowo usług serwisowych. – mówi Justyna Figiel, członek Komisji Rewizyjnej PSNSM, właścicielka warsztatu, należącego do sieci NEXUS.
Sto pięćdziesiąt tysięcy powodów, by chronić ten sektor
Za liczbą dwudziestu pięciu tysięcy serwisów stoi sto pięćdziesiąt tysięcy specjalistów – mechaników, elektryków samochodowych, diagnostów, blacharzy i lakierników. To miejsca pracy zazwyczaj lokalne, często wielopokoleniowe, zakorzenione w konkretnym mieście lub powiecie. Ich likwidacja nie jest abstrakcyjną konsekwencją złej regulacji, to konkretni ludzie, którzy tracą źródło dochodu, i konkretne społeczności, które tracą usługę.
Niezależny rynek motoryzacyjny to nie margines polskiej gospodarki. To jej istotny, rozproszony, lokalny filar. I właśnie dlatego PSNSM traktuje swoją misję jako coś więcej niż lobbing branżowy. To ochrona ekosystemu, który służy całemu społeczeństwu.




