Dorabianie gęby, czyli miejska legenda jako narzędzie marketingowe

16 lis 2022

Siedzimy w dziennikarstwie motoryzacyjnym już tyle lat, że za stare z nas wróble, żeby się dać wziąć na plewy. Co prawda nie tłumaczymy każdej koincydencji spiskiem reptilian i nie wkładamy czapeczek z folii aluminiowej, ale jakoś trudno nam uwierzyć w taki oto przypadek, że kilka redakcji w tym samym czasie publikuje wstrząsające teksty na temat bezeceństw, szachrajstw i ogólnej pornografii, do których dochodzi rzekomo powszechnie w warsztatach samochodowych. Teksty są do siebie uderzająco podobne, a opisują, jak to nas robią w trąbę mechanicy. A to wymontują z naszych samochodów sprawne elementy, a w ich miejsce wsadzą stare klamoty ze śmietnika, to znów naleją tani olej, a forsę wezmą jak za drogi, skasują za wymianę, której nie było, popsują coś przy okazji i nie chcą się przyznać, i dalej też w ten deseń.

Temat mechaników-oszustów jest stary jak motoryzacja i przybrał już formę legendy miejskiej, którą wałkuje się w różnych wersjach fabularnych. Przytaczane są przykłady licznych poszkodowanych (nazwiska znane redakcji), których spotkały w warsztacie liczne krzywdy i przykrości, a także skruszonych niczym świąteczny zając mechaników-naciągaczy (nazwiska też znane tylko redakcji), którzy opowiadają, jak rolowali klientów.

Nasz kolega po piórze Witek Hańczka trafnie skomentował tę okolicznościową nagonkę w tekście „Mechanicy są źli, bo liczą się wyświetlenia”. Witek uważa, że publikacje są wynikiem pogoni za kliknięciami i rywalizacją tytułów na medialnym rynku. Niewątpliwie to prawda. My jednak czujemy w kościach, że taka koincydencja i zakwitnięcie w tym samym czasie łudząco podobnych publikacji w tak wielu tytułach nie wydarzyłyby się bez jakiejś inspiracji.

W tym miejscu pozwalamy sobie zacytować fragmencik naszego własnego tekstu sprzed lat siedmiu, który pozostaje zaskakująco aktualny: „Czytając artykuł, nie sposób nie odnieść wrażenia, że jest on po prostu tendencyjny i bije jak w bęben w warsztaty niezależne. Autorzy nie twierdzą co prawda wprost, że opisywane patologie zdarzają się wyłącznie w serwisach nieautoryzowanych, ale już pierwsze zdania mówiące o ‘rosnącej liczbie samochodów używanych’ i wynikających z tego konsekwencjach nie pozostawiają czytelnikowi wątpliwości, o kogo chodzi”.

Błędny skądinąd zwrot „cieszyć się złą opinią” (bo kto się cieszy z zaszarganej reputacji) zyskuje oto nowy sens. Otóż zła opinia cieszy, jeśli dotyczy konkurentów. A jak konkurenci opinię mają dobrą, to im się wredną gębę dorobi.

Ktoś mógłby w tym miejscu zapytać: a co to, nie ma oszustów, partaczy, niedouków wśród mechaników? Niewątpliwie są, jak w każdej grupie zawodowej, na przykład wśród chirurgów. Tyle że jakoś nikt nie pisze, iż przed udaniem się do szpitala na zabieg należy się mieć na baczności, bo chirurdzy usuwają zdrowe narządy, mylą prawą nogę z lewą, zaszywają w pacjentach chusty i kleszcze, a dyżury pełnią na zdrowej bani. Byłoby to niesprawiedliwe oraz nieodpowiedzialne i uderzało w całą grupę zawodową, nieprawdaż?

Zostaw Komentarz