ABS po blacharce

30 gru 2013

Zdarza się czasem, że w samochodzie po naprawie powypadkowej coś szwankuje. Zazwyczaj trudno powiązać przyczyny usterki z bezpośrednimi skutkami kolizji, przez co postawienie właściwej diagnozy bywa kłopotliwe.

 Tym razem bohaterką naszej opowieści jest Toyota Corolla 1.6 z silnikiem benzynowym, a zatem auto bardzo u nas popularne i dobrze znane chyba każdemu niezależnemu warsztatowi. Któregoś marcowego ranka, na bardzo śliskiej nawierzchni, Corolla uległa kolizji. Kierujący nią właściciel trochę się zagapił i za późno zauważył, że jadący przed nim pojazd hamuje. ABS co prawda zadziałał, ale nie mógł już zapobiec wjechaniu w bagażnik poprzedzającego auta. Tak więc rozległo się głośne bum, i to podwójne, bowiem kobieta, która jechała za Corolla zajęta była studiowaniem napisów w sklepowych witrynach. W efekcie nasza Toyota, nie dość, że zdrowo rozkwasiła sobie maskę, to również zaliczyła porządnego klapsa w tył.

 Był sprawny, jest zepsuty

Samochód trafił do warsztatu blacharsko-lakierniczego celem usunięcia szkód komunikacyjnych. Usuwanie trwało prawie dwa miesiące, więc kiedy właściciel auta został wreszcie zaproszony do serwisu po odbiór pojazdu, nie posiadał się z radości. Niestety, trwała ona krótko.

Owszem, auto zostało naprawione fachowo i po obrażeniach nie było najmniejszego nawet śladu, jednakowoż okazało się, że w Corolli nie działa ABS. Właściciel auta nasrożył się i kategorycznie odmówił odebrania samochodu, który jest niesprawny, bo przed powierzeniem Toyoty warsztatowi blacharskiemu ABS działał. Szefostwo serwisu podeszło do zagadnienia pragmatycznie. Wiadomo było, że właściciel jest z gatunku asertywnych, a na dodatek ma rację, zatem lepiej dla świętego spokoju naprawić pojazd, niż iść z klientem na udry, zwłaszcza, że w grę wchodziły jeszcze – dodajmy, że napięte – relacje z firmą ubezpieczeniową.

ABSpo02Co prawda, warsztat zajmował się naprawami blacharskimi, nie mechaniką, jednak tamtejsi fachowcy potrafili to i owo wypiąć, przypiąć i wymienić, co czasem okazuje się niezbędne również przy naprawach powypadkowych. Ustalono zatem, że po prostu wymieni się wszystkie czujniki kół i będzie po sprawie. Kupione zostały zatem używane elementy {cztery w cenie jednego nowego), po czym podejrzane części wymieniono.

 Blacharze poddają się

Jak zapewne nasi Czytelnicy się domyślają, wymiana ta nic nie dała. ABS nadal nie działał. Blacharze udali się więc z reklamacją do handlarza, który sprzedał im części. Ten jednak nie tylko stwierdził, że części są z całą pewnością sprawne, ale dodatkowo przekonał ich, żeby kupili od niego resztę układu ABS, w bardzo korzystnej zresztą cenie. Ponieważ właściciel warsztatu blacharskiego chciał mieć sprawę Corolli jak najszybciej z głowy, przystał na tę propozycję. Tak więc do kompletu z czujnikami kupiono również agregat, sterownik, czujnik stopu. W ten oto sposób Corolla zyskała drugi, kompletny układ ABS, który zamontowano w miejsce oryginalnego. Ku osłupieniu personelu warsztatu, również i ten, na pozór niezawodny manewr nie rozwiązał problemu. ABS w dalszym ciągu szwankował, co całkowicie wprowadziło blacharzy w tzw. dysonans poznawczy

ABSpo01Wówczas to mistrzowie młotka i babki uznali, że dalszy opór jest bezcelowy i wywiesili białą flagę. Właściciel warsztatu blacharskiego zdecydował, iż najwyższa pora poprosić o „interwencję zewnętrzną” i w związku z tym udał się z wizytą do znanego mu i wypróbowanego warsztatu mechanicznego. Pojawił się w biurze serwisu z torbą pełną klamotów, zreferował sprawę, a następnie, życząc kolegom powodzenia, z ulgą pożegnał Corollę.

 To gaśnie, to się zapala

Mechanicy byli pełni złych przeczuć, bowiem awaria wyglądała na kłopotliwą. Wzięli się jednak od razu do roboty, zaczynając, jak to się mówi — od pieca. Do samochodu rutynowo podłączono tester diagnostyczny. W pamięci sterownika zapisana była informacja o błędnym sygnale z czujników kół, co wskazywało na ich uszkodzenie. Dziwne było jednak to, że błędne sygnały wysyłały wszystkie cztery czujniki prędkości. To od razu nasunęło elektromechanikowi podejrzenia, że coś jest nie tak, ponieważ prawdopodobieństwo jednoczesnej awarii czterech czujników jest bliskie zeru. Fachowiec postanowił zatem przeprowadzić bardziej dogłębną diagnostykę i korzystając z multimetru oraz oscyloskopu sprawdził sygnały z czujników.

Badanie wykazało, że owszem, sygnały z czujników wychodzą, ale różnica między nimi jest tak duża, że sterownik dostaje fiksum dyrdum i interpretuje tę sytuację jako błąd. Kolejne przeprowadzone czynności były rutynowe, lecz jak najbardziej uzasadnione. Wszystkie piasty zostały starannie oczyszczone. Po ponownym poprawnym zamontowaniu czujników samochód gotowy był już do próby. Wydawało się, że problem został rozwiązany, bowiem po uruchomieniu pojazdu lampka ABS zgasła. Mechanik wykonał na placu przed warsztatem kilka próbnych hamowań, które potwierdziły poprawne działanie systemu ABS.

Już chciano odtrąbić sukces, ale dla pewności mechanik postanowił jeszcze przeprowadzić jazdę próbną w warunkach drogowych. I kiedy tak w dobrym nastroju, wesoło pogwizdując wyjechał na szosę, lampka, która niedawno zgasła, znów rozjarzyła się jadowitym, żółtym światełkiem. Wystarczyło też rozpędzić samochód powyżej 50 km/h i kontrolka zapalała się na stałe. Sprawa wydawała się zatem bardzo zagmatwana. Jedyny postęp, jaki udało się osiągnąć stanowił fakt, że po zgaszeniu silnika i jego ponownym uruchomieniu lampka ABS gasła.

 Przyczyna znaleziona

Mechanik postanowił tym razem skorzystać z dostarczonej przez blacharzy torby z częściami i wymienić (kontrolnie – jak stwierdził) jeden z czterech czujników. Po operacji tej przeprowadził zaś kolejną jazdę próbną. Lampka znów się zaświeciła, a w pamięci sterownika pojawiły się te same błędy. Ambitny, młody fachowiec ponownie zmierzył przebiegi prądowe oscyloskopem oraz sprawdził wtyczkę sterownika. Koledzy z warsztatu radzili mu, by przestał się gimnastykować, tylko skorzystał w pełni z części dostarczonych przez kolegów blacharzy i po prostu powymieniał wszystkie elementy, jak leci.

Tymczasem młody elektromechanik nie zamierzał wcale korzystać z tej podpowiedzi. – Jak chcecie, to sobie sami wymieniajcie. Mogę się założyć o flaszkę, że nawet jak wymienicie cały układ, to i tak nic to nie da – odparł.  I rzeczywiście miał rację. Przyczyna nieprawidłowości w działaniu ABS leżała całkiem gdzie indziej, co zostało przez elektromechanika udowodnione.

 ABSpo06

Tkwiła ona otóż w kołach, a ściślej w oponach. Z przodu były bowiem letnie, a z tyłu zimowe o troszkę wyższym profilu. Różnica średnic kół była jednak na tyle duża, że ABS wychwytywał różnice prędkości między osiami i pokazywał błąd, co oznajmiała zapalająca się lampka. Z kolei wcześniej, niestaranny montaż elementów przeprowadzony przez blacharzy sprawił, że lampka świeciła cały czas. Najprawdopodobniej w warsztacie blacharskim przez pomyłkę założono koła pochodzące z innego samochodu.

Wojciech Słojewski
Wocar

Zostaw Komentarz