Będzie wolniej, czyli jak producenci samochodów wprowadzają nowe ograniczenia prędkości

28 Kwi 2021

Miłośnicy jazdy z prostą nogą po niemieckich autostradach, testowania przyczepności opon w warunkach skrajnych oraz widzenia tunelowego podczas jazdy z prędkością ponad 200 km/h zapewne z irytacją odbiorą informację, że oto kolejny po Volvo koncern samochodowy – Renault, zadeklarował, iż produkowane przezeń samochody będą miały fabrycznie ograniczoną prędkość maksymalną do 180 km/h. Francuski producent zapowiedział również, że będzie swoje pojazdy wyposażał w systemy analizujące, czy kierowca przestrzega przepisów. Wszystko po to, jak zapewnia nowo mianowany dyrektor generalny Luca de Meo, aby poprawić bezpieczeństwo jazdy.

De Meo zaznacza, że na 180 km/h limitowanie się nie skończy i w zależności od segmentu samochody Renault mogą być spętane jeszcze bardziej. I tak na przykład elektryczne Megane dociągnie najwyżej do 160 km/h, a mała elektryczna Dacia Spring rozhuśta się jedynie do 120/h.

Obserwatorzy rynku wskazują jednak, że większość tańszych modeli elektrycznych oferowanych w Europie już ma prędkość ograniczoną do 160 km/h, co rodzi podejrzenia, że bezpieczeństwo bezpieczeństwem, ale za ograniczeniami stoją również względy techniczne. Przy wyższych prędkościach radykalnie wzrasta bowiem pobór energii z zasilających elektryki akumulatorów, a wówczas deklarowane przez producentów zasięgi można potraktować, jak to powiedział kaowiec z filmu „Rejs”, jako „piosenkę optymistyczną, żartobliwą, wesołą, z akcentami humorystycznymi”.

Na uwagę zasługuje jeszcze jedna informacja przekazana przez Renault. Otóż firma chce wprowadzić w swoich pojazdach inteligentne tempomaty o nazwie Safety Coach, które mają ułatwić prowadzenie samochodu z bezpieczną prędkością, dostosowując ją do ograniczeń, warunków drogowych, zakrętów itd. Do kompletu francuska marka proponuje również układ Safety Score, który będzie analizować zachowanie kierowcy za kierownicą, zapisując w nieulotnej pamięci jego błędy i wykroczenia.

Zapewne niejeden czytelnik zastanawia się, co tu zrobić z taką wiedzą. Ano można się nią podzielić na przykład z firmą ubezpieczeniową. Kto jeździł grzecznie, dostanie zniżkę, a piraci – domiar. Tylko czekać, kiedy elektroniczny donosiciel stanie się obligatoryjnym elementem wyposażenia i zebrane dane o naszym złym prowadzeniu będzie przekazywał policji, od razu naliczając karne punkty i uiszczając mandaty. Nowy wspaniały świat dopiero przed nami.

POWIĄZANE POSTY
2 komentarze
  1. Bezpieczeństwo taaak – jedna wielka „ściema”. Producenci po prostu za wszelką cenę chcą ograniczyć realne spalanie, gdyż w nowych normach Euro jest ono monitorowane w trakcie jazdy. Koncerny szukają więc sposobu na ograniczenie maksymalnego spalania – a najprostszą metodą jest właśnie wprowadzenie ograniczników prędkości.
    Co do elektryków – przecież jakoś trzeba uwiarygodnić to nagłe dbanie o bezpieczeństwo a i można dwie pieczenie przy jednym ogniu upiec.

Zostaw Komentarz