Dziki zapach mustanga, czyli samochodowe perfumy

28 lipiec 2021

Firma Ford pochwaliła się, że stworzyła luksusowy zapach dla klientów, którzy chcieliby pojeździć elektrycznym Mustangiem, ale brakuje im zapachu wydzielanego przez tradycyjny samochód z silnikiem benzynowym. Perfuma, którą skrapia się – uwaga – samochód, nie kierowcę, ma te zmysłowe deficyty zaspokoić.

Kiedyś pisaliśmy o specjalnym systemie nagłaśniającym, który ma imitować brzmienie rasowej widlastej ósemki, jakiego pozbawione są napędy elektryczne, teraz można oszukać nie tylko słuch, ale i powonienie kierowcy, przyzwyczajonego do tego, że samochód warczy i zalatuje benzyną. W sondażu przeprowadzonym na zlecenie Forda co piąty z indagowanych kierowców wyznał, że po przesiadce do pojazdu elektrycznego najbardziej będzie mu brakowało zapachu benzyny, a prawie 70 procent respondentów stwierdziło, że będą za tym zapachem tęsknić i łatwiej byłoby im pogodzić się z brakiem zapachu sera, wina i nowych książek, niż wachy. 

To jeszcze cytacik z komunikatu, bowiem jego poetyka jest tego warta. Otóż „nowy zapach ma ułatwić przesiadkę i podróż w elektryczną przyszłość motoryzacji, przemawiając do kierowców poprzez zmysł węchu. Mach-Eau (to nazwa owej wody toaletowej dla Mustanga) nie pachnie po prostu benzyną, został skomponowany tak, by zaspokoić gust każdego użytkownika; to zapach z wyższej półki, który łączy w sobie akordy dymu, gumy, a nawet naturalną nutę „zwierzęcą”, będącą ukłonem w stronę dziedzictwa Mustanga”.

Jak informuje Ford, komponowanie zapachu rozpoczęto od zbadania substancji chemicznych, które są emitowane z wnętrz samochodów. Jest wśród nich benzaldehyd, który jest zapachem podobnym do migdałów, obecnym we wnętrzach samochodów oraz parakrezol, który odpowiada za zapach gumy opon. Dodano do tego składniki takie jak niebieski imbir, lawenda, geranium i drzewo sandałowe.

Czego to ludzie nie wymyślą z nudów i marketingu! Już chcieliśmy obśmiać to wszystko serdecznie, ale zaczęliśmy się zastanawiać, czy sami nie mamy jakichś samochodowych skojarzeń sensorycznych. I wtedy przypomniała się nam Warszawa kombi dziadka Staszka. Ona rzeczywiście miała swój własny wspaniały zapach, który wydzielała zwłaszcza latem, całkiem jak Mach Eau. W bukiecie była i woń benzyny, i oleju silnikowego, i gumy, akcenty metaliczne, akordy dymu, a nawet naturalna „nuta zwierzęca” zapewniana przez psa marki wyżeł, który jeździł z dziadkiem, zajmując tylną kanapę. Ech, wspomnienia.

POWIĄZANE POSTY
1 comments
  1. Dodam, że w samochodach z tamtego okresu, we wnętrzu pojazdu był obecny charakterystyczny zapach płynu h – cowego ( hydrolu ) obecnie DA- 1

Zostaw Komentarz