Gaz nam zakręcili. Co dalej z ropą?

27 kw. 2022

Po tym jak na hokejowych mistrzostwach świata w 1976 roku polska drużyna sensacyjnie pokonała utytułowanych reprezentantów Związku Radzieckiego, Edward Gierek otrzymał depeszę z Moskwy: „Gratulujemy – stop – gaz – stop – ropa – stop.”

Starsi i zaawansowani zapewne pamiętają ten historyczny kawał, a nam przypomniał się on w związku z ostatnimi wydarzeniami. Nasz rząd wzywał kraje Unii Europejskiej do jak najszybszego wstrzymania importu rosyjskiego gazu. Na apel niespodziewanie odpowiedział sam Gazprom, który ogłosił raz, dwa, tri, że wstrzymuje dostawy do Polski. Oficjalny powód jest taki, że PGNiG nie chciało płacić za towar rublami, czego zażądała strona rosyjska. To oczywiście jedynie pretekst, a prawdziwym powodem zakręcenia kurka do rosyjskiej gazrury jest chęć odegrania się na Polsce za zaangażowanie w pomoc walczącej Ukrainie.

Zawsześmy byli do rozmaitych dziejowych zawirowań nieprzygotowani, ale teraz możemy sobie powiedzieć z satysfakcją, że my, Polacy, okazaliśmy się wreszcie mądrzy przed szkodą, a nie głupi po niej. Mamy terminal LNG w Świnoujściu, a za parę miesięcy do użytku oddany zostanie rurociąg Baltic Pipe, która połączy nas via Dania ze złożami norweskimi. Minister zapowiada, że poradzimy sobie spokojnie bez rosyjskiego gazu, a zresztą i tak z końcem roku wygasłby kontrakt z Gazpromem, którego strona polska nie zamierzała przedłużać.

W sprawie gazu czujemy się mniej więcej uspokojeni. A co z ropą? Już teraz łapiemy się za kieszeń, kiedy tylko wskaźnik paliwa w samochodzie spada do poziomu rezerwy. No więc tutaj za wesoło nie jest. Mimo od lat powtarzanych zapowiedzi o szybkiej dywersyfikacji dostaw, w dalszym ciągu aż 2/3 przerabianej w Polsce ropy pochodzi z Rosji. Mamy wciąż obowiązujące kontrakty z rosyjskimi dostawcami: Rosnieftem do 2022 i z Tatnieftem do 2025 roku. Nasz rząd energicznie wzywa Europę, czyli przy okazji nas samych, do wstrzymania importu ropy z Rosji i nawet szarpnął się na kampanię piarową „Stop Russia”. – Do różnych miast w Europie ruszą billboardy, akcja będzie wzmacniana w mediach społecznościowych, będę też jechał do Niemiec i innych państw, aby cały czas przypominać, co strasznego dzieje się na Ukrainie – zapowiedział premier.

Możemy sobie wyobrazić, że Rosjanie wesprą nas w tym czynie i zerwą kontrakty na dostawy ropy oraz zakręcą kurek do rurociągu o żartobliwej nazwie „Przyjaźń”, którym ropa do Polski jeszcze płynie.

Teoretycznie moglibyśmy się bez niej obyć. Zarówno rafineria w Płocku jak i ta w Gdańsku przygotowane są technologicznie do przerobu ropy pochodzącej z innych części świata. Gdański Naftoport ma zaś wystarczające moce przeładunkowe, by w pełni zapewnić dostawy naszym rafineriom. Tyle że trzeba tę ropę gdzieś kupić, a z tym jest na razie krucho, po światowy popyt przewyższa podaż. Tak więc, jak się nie obrócić, rufa z tyłu.

Postanowiliśmy na miarę naszych skromnych możliwości przygotować się do ewentualnego sukcesu polegającego na zatrzymaniu importu ropy z Rosji. Wyciągnęliśmy rowery z piwnicy, a także wydaliśmy rozporządzenie, na mocy którego wszystkie wyprawy na zakupy odbywać się będą per pedes, zaś prowiant, zamiast w bagażniku samochodu, transportowany będzie w emeryckim wózku zakupowym. Produkcji radzieckiej zresztą.

Zostaw Komentarz