Husaria w błocie, czyli koniec wytwórni marzeń

25 sierpień 2021

„Od czasów dwudziestolecia międzywojennego w dziedzinie przemysłu samochodowego nie zrealizowano w Polsce niczego na tak wysokim poziomie. Arrinera Hussarya to przykład polskiego samochodu wyścigowego, który może konkurować z najbardziej uznanymi i doświadczonymi markami. To także wyjątkowa wizytówka polskiej technologii i polskiego eksportu”. Kto to powiedział? – to nasza mała zagadka dla Czytelników.

Przypomniały nam się te natchnione słowa, ponieważ prasa poinformowała niedawno, że spółka, która zajmowała się projektem „polskiego supersamochodu” zrezygnowała zeń. – Pomimo podejmowanych w tym zakresie prób, nie udało się znaleźć niezbędnego finansowania. W efekcie doprowadziło to do podjęcia decyzji o rezygnacji z rozwijania projektu supersamochodu Arrinera – poinformował w raporcie kwartalnym prezes.

Tak oto „Hussarya” ugrzęzła w błocie niczym prawdziwa husaria pod Żółtymi Wodami w czasie powstania Chmielnickiego. Tu zresztą należy nadmienić, że historycy polskiego oręża spierają się na temat roli husarii w przegranej bitwie, tak jak zapewne historycy polskiej biedniutkiej motoryzacji (specjalizującej się głównie w niezrealizowanych marzeniach) będą się spierać o to, czy Arrinera Hussarya była naprawdę ciekawym projektem, czy jedynie medialną wydmuszką.

Jak tam z tą husarią było, tak było. Nas bardziej interesuje taki oto fenomen, że w Polsce, w kraju w którym mieszka ze 30 milionów entuzjastów motoryzacji, nic z samochodowych projektów nie wychodzi i nawet produkcja zagranicznych koncernów samochodowych więdnie. Można by powiedzieć: nie mamy tradycji. W dodatku wszystko już w motoryzacyjnym świecie jest poukładane i nie da się wcisnąć między Ferrari i Koenigsegga.

Nie da? To potrzymajta mi piwo – mógłby powiedzieć Mate Rimac, brodaty Chorwat pochodzący z wioski w Bośni, gdzie nie było nawet asfaltu, a który nazywany jest dziś europejskim Elonem Muskiem.

Rimac jest praktykiem. Nie obwieszczał przed kamerami, co zamierza zrobić, o ile znajdzie chętnych, którzy mu to sfinansują. Na dzień dobry przerobił swoje dwudziestoparoletnie BMW na elektryczny driftowóz. Następnie pobił tym wynalazkiem pięć rekordów FIA i jeden rekord Guinnessa.

Może właśnie dlatego panująca rodzina krezusów ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich wolała zainwestować w Rimaca, a nie Arrinerę Hussaryę. Mate zbudował za te pieniądze cudo o nazwie Rimac Concept One, elektryczny supersamochód o mocy 1200 KM, którym roztrzaskał się Richard Hammond, słynny prezenter z „Top Gear”. Komu jeszcze mało i chce się wystrzelić od razu w nadprzestrzeń, może zamówić Rimaca Neverę o mocy 1900 KM.

Jeśli ktoś myśli, że Rimac to taki motoryzacyjny magik Houdini, ten się myli. Otóż chorwacka firma Rimac Automobili zajmuje się opracowywaniem najnowocześniejszych rozwiązań elektromobilnych dla potentatów. Na liście odbiorców jej komponentów są Aston Martin, Cupra, Ferrari, Hyundai, Jaguar, Koenigsegg, Magna, Mercedes, Pininfarina, Porsche, Renault. Całkiem niedawno powstało zaś joint venture Bugatti-Rimac, które ma produkować samochody obydwu marek. Na czele spółki stanął oczywiście Mate Rimac.

Czyli co, można? Wygląda na to, że można. Trzeba jednak umieć realizować projekty, a nie tylko przedstawiać prospekty.

Przypomina się tu, stary niczym Mojżesz, kawał o tym, jak to pewien młody człowiek starał się o rękę bardzo posażnej panny, a jej ojca przekonywał, że co prawda sam majątku nie posiada, ale za to ma widoki na przyszłość. – Jak pan masz widoki, to panu jest potrzebna lornetka, a nie moja córka – odparł przytomnie niedoszły teść.

POWIĄZANE POSTY
1 comments
  1. W tym nieszczęsnym i pechowym kraju nie tylko w motoryzacji nic nie wychodzi. Tu przecież z dziwnych powodów z niczego nic nie wychodzi. A jak czasem wyjdzie, to udupi się toto i z bańki.

Zostaw Komentarz