Kupą, mości panowie – 2 000 kilometrów na krowich plackach

10 sp. 2022

Starsi i zaawansowani zapewne pamiętają czasy, kiedy w polskich miastach, gdzie dziś stoją deweloperskie osiedla, rosły sobie łąki, a na nich pasły się krowy. Można tam było często zobaczyć przechadzających się obywateli, którzy to co krasule po sobie zostawiły, skrzętnie zbierali do wiaderek. Z krowich placków uciechę miały później działkowe pomidorki, które rosły sobie na nich na schwał.

Zakres zastosowania krowich pozostałości bardzo się od tego czasu poszerzył, co pokazała niedawno francuska firma badawczo-rozwojowa ARM Engineering, która zastosowała wodór uzyskany z kompostu i obornika do zasilania samochodu. Aby udowodnić, że technologia warta jest uwagi, ARM Engineering postanowiło pobić rekord przejechanego dystansu autem z napędem wodorowym. Wykorzystano do tego odpowiednio zmodyfikowany egzemplarz Renault Zoe. Przez trzy dni pięciu kierowców na zmianę jeździło tym samochodem w kółko po torze wyścigowym. Tak oto udało się pobić dotychczasowy rekord wynoszący 1360 km, który należał do Toyoty Mirai.

My tu w Polsce, kraju niespełnionych nadziei i niezrealizowanych pomysłów, już nie raz słyszeliśmy, że jesteśmy potęgą wodorową, a wkrótce zalejemy świat tym towarem. Rzeczywiście wodoru wytwarza się u nas całkiem sporo, tyle że z gazu ziemnego. Nie dość, że uzyskany w ten sposób wodór nie jest wystarczająco czysty, by mógł być stosowany w ogniwach paliwowych wytwarzających prąd, to jeszcze jego produkcja jest bardzo nieekologiczna. Czyli jak w starym kawale z czasów gomułkowskich: gdybyśmy mieli cienką blachę, tobyśmy eksportowali konserwy, ale nie mamy mięsa. Teraz produkowali byśmy wodór, ale nie mamy gazu ziemnego.

Krowie placki i rozmaite bioodpady, które można wykorzystać do produkcji biogazu jednak mamy i ponoć istnieje w Polsce duży potencjał wykorzystania tej technologii. Eksperci twierdzą, że biometan może być tłoczony do sieci gazowej, a także wykorzystywany w rafineriach do produkcji biowodoru. Można też z niego wytwarzać paliwa wykorzystywane w transporcie. Krótko mówiąc, potencjalne korzyści z krowich placków są rozliczne.

I właśnie dlatego jesteśmy dziwnie spokojni, że nic z tego nie wyjdzie. Jakoś tak się dziwnie składa, że trwoni się u nas nieprawdopodobne kwoty na finansowanie projektów, które nikomu żadnych korzyści nie przynoszą (poza tymi, którzy zostali najęci do ich realizowania, rzecz jasna). Z kolei to co korzyści przynosi, na wszelki wypadek się uwala, tak jak choćby energetykę wiatrową. Tak więc, Szanowni Państwo, żadnych złudzeń.

Zostaw Komentarz