Mechanicy przestrzegają:
te oszczędności się nie opłacają

31 maj 2022

„Czy dałoby się taniej?” – to jedno z częstszych pytań zadawanych w warsztatach samochodowych. Mimo iż właściciele aut zawsze szukają oszczędności, niektóre naprawy wymagają kompleksowego podejścia, gdyż inaczej niechybnie grozi kolejna awaria.
O tym, jakich oszczędności należy unikać, mówią przedstawiciele sieci warsztatowej ProfiAuto Serwis.

 

Prawie zawsze można zaoszczędzić trochę pieniędzy, jeśli wymieniony zostanie jedynie uszkodzony element. Jednak niektóre podzespoły wymagają kompleksowego podejścia, by odroczyć w czasie kolejną wizytę w warsztacie. Kierowcy, którzy szukają oszczędności na każdym kroku jednak winą zwykle obarczają wtedy producentów aut – mówiąc, że są słabej jakości, lub też producentów części – wskazując na przykład, że to  „chińszczyzna”.

Klienci serwisów często zmuszają mechaników do ograniczenia naprawy tylko do absolutnego minimum – mówi Adam Lehnort, ekspert ProfiAuto Serwis. – Kierowcy zwykle liczą tylko cenę części oraz czas poświęcony na jej wymianę, a to błąd. Nierzadko warto, a nawet trzeba wykonać kilka dodatkowych działań. W przeciwnym razie kolejna wizyta w serwisie odbędzie się dużo wcześniej niż planowano, a klient będzie płacił dwa razy – dodaje ekspert.

Układ wtryskowy – naprawy drogie, bo tanie

Doskonałym tego przykładem są naprawy układu wtryskowego współczesnych silników Diesla. Instalacje te składają się z wielu powiązanych ze sobą podzespołów, które ze sobą współpracują. Dodatkowo w niemal każdym przepływa paliwo, a jest ono świetnym „nośnikiem” usterek.

Przyjmijmy, że awarii ulega wtryskiwacz. Najtańsza naprawa polega na jego wymianie, nierzadko na używany, bez próby ustalenia przyczyny usterki. Powodem może tymczasem być np. wycierająca się pompa paliwa, z której opiłki przedostały się z paliwem najpierw do szyny common rail, a następnie do wtryskiwacza i spowodowały jego uszkodzenie. W tej sytuacji prędzej czy później nieuniknione będą kolejne podobne usterki. Dlatego sama wymiana uszkodzonego wtryskiwacza to zdecydowanie za mało.

Od ponad 20 lat mamy doświadczenie z dieslami typu common rail i tych układów wtryskowych nie sposób tanio naprawiać. Chyba, że ma to być naprawa na krótką metę – mówi Adam Lehnort. – Zwykle powtarzające się usterki, często nazywane nawet wadami, wynikają z tej samej przyczyny, nieusuniętej podczas pierwszej wizyty w warsztacie. Drogie naprawy Diesli to zwykle pokłosie właśnie tanich napraw, kiedy klient chciał zaoszczędzić, zamiast zrobić to raz a dobrze.

Przy naprawach układu wtryskowego – zgodnie ze sztuką – zaleca się przynajmniej porządne płukanie całego układu, a także wymianę niektórych elementów. Zbiornik paliwa, jeśli ma już kilkanaście lat, nawet gdy nie doszło do żadnej awarii, warto wymienić, ponieważ nagromadzone w nim zanieczyszczenia mogą zniszczyć wtryskiwacze lub pompę paliwa. To samo dotyczy szyny wtryskowej, którą wraz z przewodami powinno się wymienić na nowe, gdy tylko w układzie pojawią się opiłki z zużytej pompy.

Podobnie jest z turbodoładowaniem

– Nie inaczej jest z układem doładowania – kontynuuje ekspert ProfiAuto Serwis. – Tu również bez znalezienia przyczyny naprawa turbosprężarki nie ma sensu. Wymienić powinno się nie tylko turbosprężarkę, ale także intercooler, którego w zasadzie nie da się wyczyścić. Nowy przewód intercoolera to już niewielki, ale istotny wydatek, jeśli porównać to z kosztem ponownej wymiany turbiny. W ramach naprawy dobrze jest wymienić także przewody olejowe do turbosprężarki.

Niektóre firmy zajmujące się sprzedażą nowych turbosprężarek czy regeneracją używanych, nie uwzględnią gwarancji na część, jeśli nie udokumentuje się wymiany niektórych dodatkowych elementów. Tymczasem kompleksowa naprawa turbo wraz ze znalezieniem przyczyny, usunięciem jej i wymianą współpracujących części, może być nawet dwukrotnie droższa niż sama tylko wymiana zużytej czy uszkodzonej turbiny. Jest tu więc duże pole do oszczędności, ale niestety tylko chwilowych.

Lepiej zrobić raz, niż dwa razy – sprzęgła, paski osprzętu, zawieszenie, hamulce

Przykładem naprawy, którą można zrobić raz (choć niektórzy wybierają opcję podwójnych kosztów) jest wymiana sprzęgła. W wielu samochodach jest ono sterowane hydraulicznie, centralnie umieszczonym wyprzęgnikiem. By się do niego dostać, trzeba wykonać niemal te same czynności, co przy wymianie sprzęgła.

A jednak argument ceny bywa dla wielu przeważający. Przykładowo sprzęgło kosztuje 500 zł, a wysprzęglik 350 zł. Można więc „zaoszczędzić” sporo na wysprzęgliku. Rzecz jednak w tym, że przy wymianie sprzęgła, wymiana wysprzęglika na nowy jest czynnością „przy okazji”. Jeśli zaś zostawimy stary, a po zamontowaniu sprzęgła się on zepsuje, trzeba będzie wydać kolejną sporą kwotę na robociznę (600-1000 zł), czego można było uniknąć.

To jednak nie wszystko. Skoro mamy już wyjętą skrzynię biegów, mechanik powinien zaproponować wymianę uszczelniaczy skrzyni i wału korbowego, kontrolę osłon i uszczelnienie przegubów.

– Pozostaje jeszcze kwestia dwumasowego koła zamachowego (o ile w danym samochodzie ono występuje), do którego uzyskuje się dostęp po zdemontowaniu sprzęgła. Zauważmy przy tym, że zarówno sprzęgło jak i „dwumasa” nie psują się z dnia na dzień. Kierowca otrzymuje pewne symptomy i ma trochę czasu, żeby przygotować się na większe wydatki – podpowiada Adam Lehnort.

Właściciel auta, w którym szwankuje sprzęgło, powinien zatem wcześniej odwiedzić warsztat, by mechanik określił jakie elementy należałoby w najbliższym czasie wymienić i z jakimi kosztami należy się liczyć. Mogą być one znacznie wyższe, niż się wydaje.

Podobnie jest z pracami przy samym silniku. Jeśli przykładowo wymiana rozrządu wymaga wyjęcia silnika, to wielkim zaniedbaniem byłoby niesprawdzenie wszystkich uszczelnień, do wymiany których również konieczne jest wyjęcia jednostki napedowej. Na uszczelkach można zaoszczędzić kilkadziesiąt czy kilkaset złotych, ale po co płacić ponad 1000 złotych za robociznę dwa razy? – pyta retorycznie ekspert ProfiAuto Serwis.

Przykładem nietrafionych oszczędności bywa również, teoretycznie prosta, wymiana klocków i tarcz hamulcowych. Jeśli chodzi o klocki, można je wymienić w godzinę lub krócej. Sprawdzenie zacisków (w starszych autach mogą wymagać naprawy) to dodatkowy czas i pieniądze, jednak brak kontroli tych elementów stanowi tylko pozorną oszczędność. „Stojące” zaciski sprawią, że cały układ hamulcowy będzie niesprawny, co w konsekwencji może nawet powodować blokowanie koła lub kół i wpływać na zużycie nie tylko części, lecz także paliwa.

Podobnie jest z naprawami zawieszenia, które w większości przypadków powinny kończyć się kontrolą geometrii. Bez tego szybciej zużyją się opony, a każda z nich jest z reguły droższa, niż regulacja zawieszenia.

Inną nietrafioną oszczędnością jest ignorowanie paska osprzętu silnika. Są jednostki napędowe, w których zerwanie takiego paska może spowodować niemałą „rewolucję” pod maską, a nawet wkręcenie się paska osprzętu w pasek rozrządu i destrukcję silnika. Sam pasek kosztuje kilkadziesiąt złotych, a może wygenerować koszty liczone w tysiącach. Nie inaczej bywa z rolkami paska rozrządu czy z pompą wody, która często napędzana jest tym paskiem.

– Napęd rozrządu należy wymieniać w całości. A więc wymieniamy wszystkie te elementy, które da się wymienić, ponieważ konsekwencje awarii którejkolwiek są bardzo kosztowne – wyjaśnia ekspert ProfiAuto. – Nie ma przy tym znaczenia, czy mówimy o pasku czy też o łańcuchu. Wielkim błędem jest również zignorowanie wycieków oleju miejscach widocznych przy wymianie napędu rozrządu – dodaje Adam Lehnort.

„Nie bądź mądrzejszy od mechanika” – to jedna z najlepszych rad, jakie można dać właścicielom pojazdów, którzy sami mechanikami nie są. Jeśli profesjonalny mechanik proponuje szerszą wymianę niż zakładał kierowca, nie warto traktować tego jako zbędny wydatek, lecz jako ochronę przed większymi wydatkami w przyszłości.

 

 

 

Zostaw Komentarz