Nie bądźmy gołosłowni, rzućmy kilka liczb: milion, a nawet półtora miliona elektryków!

16 lut 2022

Ministerstwo Klimatu odniosło w tym roku oszałamiający sukces. Dzięki wytężonym wysiłkom udało się sprawić, że tegoroczna zima jest łagodna, co choć trochę osładza kosmiczne podwyżki cen gazu i prądu.

Z wielkim zainteresowaniem zapoznaliśmy się więc z prognozami tego jakże sprawczego urzędu centralnego, dotyczącymi liczby samochodów elektrycznych mających jeździć po polskich drogach już za siedem lat. Otóż ministerialni eksperci przewidują, że w 2029 roku będzie u nas ponad milion samochodów elektrycznych, a w 2030 już 1,5 miliona! I to jeszcze nie koniec dobrych wiadomości. Ministerstwo Klimatu przewiduje, że będziemy ładować te elektryki prądem z odnawialnych źródeł energii.

A zatem zdrowy urzędniczy optymizm powrócił. I całe szczęście, bo defetyści sypiący piasek w tryby i wtykający kij w szprychy postępu bardzo się ostatnio rozdokazywali. To się Izery czepiają, że już dawno miała być produkowana, a lasek jeszcze na fabrycznym placu szumi. To znów drą łacha ze stępki promu-widmo, przy której parę lat temu przecinano wstęgi, wznoszono toasty za naszą flotę i tych co na morzu, a teraz szuka się złomiarzy, którzy ją zabiorą…

Łatwo, prawda, krytykować. Każdy, prawda. potrafi. Ale chodzi o to, żeby krytyka była konstruktywna, żebyśmy wszyscy razem. Pomożecie? No!

Bardzo cieszymy się, że w ministerstwie panuje dobry nastrój, ale chcielibyśmy się dowiedzieć, jakimi to metodami prognostycznymi posłużyli się autorzy owej prognozy. Nie zdziwilibyśmy się bowiem, gdyby się okazało, że w departamencie prognoz powołano zespół złożony z tarocistek, astrologów, numerologów i specjalistów od dyndania wahadełkiem. Bo raczej nie wydaje nam się, żeby uzyskano takie wyniki przy użyciu metod prognozowania ekonometrycznego. Raczej zastosowano sprawdzoną u nas metodę: nie bądźmy gołosłowni, rzućmy kilka liczb – milion! A, tam milion, półtora miliona!

No bo co w zasadzie ma skłonić milion Polaków do kupienia w ciągu następnych siedmiu lat miliona samochodów elektrycznych? Przystępne ceny tych pojazdów, rozbudowana infrastruktura ładowania, umiarkowane koszty energii elektrycznej, sowite dopłaty z publicznej kasy (czytaj: pieniędzy wyciągniętych od pozostałych Polaków, którzy elektryków nie kupią), czy może przymus administracyjny polegający na tym, że innego samochodu niż elektryczny nie będzie można zarejestrować?

Przypomina się słynny skecz w wykonaniu duetu Laskowik-Smoleń – rozmowa z panią Pelagią, zasłużoną pracownicą fabryki bombek:
– Niech pani powie, ile sama takich bombek zrobi?
A dla kogo ten wywiad?
Dla widzów dziennika wieczornego.
O, to bez kozery powiem: pińcet!

 

 

 

 

 

 

Zostaw Komentarz