Niemieckiej Tesli brakuje polskich pracowników

13 lp. 2022

Prasa donosi, że złote dziecko światowego biznesu Elon Musk, któremu dotąd wszystko wychodziło, najprawdopodobniej zmaga się z największym w dotychczasowej historii jego interesów niewypałem. Mowa o monstrualnej fabryce Tesli w Grüneheide pod Berlinem. Kiedy po pokonaniu wielu nieoczekiwanych przeszkód zakład udało się wreszcie uruchomić, po krótkim czasie i zrealizowaniu ledwie 10% rocznego planu, trzeba było przerwać produkcję. Powodem jest brak rąk do pracy. Tesli udało się dotąd zrekrutować ledwie połowę z przewidywanej 9 tysięcznej załogi i nie widać, by deficytowi pracowników można było w najbliższej przyszłości zaradzić.

Niemieccy związkowcy z IG Metall twierdzą, że Musk po prostu za mało płaci, bo oferowane przez Teslę pobory są o 20% niższe niż w zakładach niemieckich gigantów motoryzacyjnych w Stuttgarcie, Wolfsburgu czy Monachium. Jednak niemieccy czytelnicy komentujący doniesienia „Bilda” wskazują, że w Berlinie, który na gospodarczej mapie Niemiec jest karłem, w ogóle się mniej zarabia, a w całej Brandenburgii płace są wyraźnie niższe niż w zachodnich landach.

My o berlińskich planach Muska pisaliśmy trzy lata temu. Czytelnicy pozwolą, że nieskromnie sami się zacytujemy: „podejrzewamy jednak, że wątek polski pojawi się jeszcze w całym przedsięwzięciu i w podberlińskiej fabryce Tesli pracować będą również (a może nawet głównie) Polacy. Jak wiadomo, w Berlinie urzędują głównie artyści i hipsterzy, którzy raczej o pracy w fabryce nie marzą, tymczasem z Kostrzyna, Słubic, czy nawet Szczecina do stolicy Niemiec blisko jak przez sień. Nie chciała Tesla do Polski, to Polska pofatyguje się do Tesli”. No więc częściowo mieliśmy rację, a częściowo się pomyliliśmy. Owszem, berlińczycy nie ustawiają się w kolejce do działu kadr w muskowej fabryce, ale i Polaków jest tam jak na lekarstwo.

Nasza prasa donosi, że Musk po cichu liczył właśnie na siłę roboczą zza Odry i między innymi z tego powodu ulokował fabrykę na wschodnich przedmieściach Berlina, tak by pracownicy z Polski mieli lepszy dojazd. Najwyraźniej plan spalił na panewce. Dlaczego Polacy z przygranicznych miejscowości nie garną się do pracy w fabryce, gdzie nawet niższa od średniej w niemieckiej branży płaca w polskich warunkach wygląda więcej niż godziwie?

Otóż głównym problemem jest podobno bariera językowa. Warunkiem przyjęcia do pracy w Gigafactory Berlin-Brandenburg jest bowiem komunikatywna znajomość niemieckiego, a nauka tego języka w Polsce kompletnie zwiędła i to już dawno temu. Brakuje nie tylko nauczycieli, ale również chętnych do uczenia się. Polska młodzież jako drugi język obcy wybiera hiszpański, który na polskim rynku pracy przydaje się głównie do tego, by podczas przerwy zanucić wakacyjny przebój jakiegoś sezonowego portorykańskiego piosenkarza.

Złośliwcy, którzy jak zawsze wtykają kij w szprychy i sypią piasek w tryby, mają jednak inne wytłumaczenie. Otóż polskich pracowników nie ma w niemieckiej Tesli, bowiem wolą robotę w fabryce polskiej Izery. Trawestując klasyka: polska młodzież produkuje polskie samochody i śpiewa hiszpańskie piosenki.

 

 

Zostaw Komentarz