Po górce dołek

17 Gru 2019

Wykres cyklu koniunkturalnego przypomina sinusoidę. Po okresie prosperity nieuchronnie następuje spowolnienie. Jest to dla gospodarki sytuacja naturalna niczym zmiana pór roku w przyrodzie. Słowem – zima idzie, rady na to nie ma.

W klasycznym ujęciu cykl gospodarczy składa się z czterech następujących po sobie faz: ożywienia, rozkwitu, spowolnienia, kryzysu. Poprzedni kryzys przypadł na lata 2008-2009. Potem nastąpiło ożywienie i kilka lat „tłustych”, które najprawdopodobniej właśnie się kończą, co potwierdzają wskaźniki makroekonomiczne. W Europie widać już spowolnienie w gospodarce, które wpływa na nastroje społeczne we wszystkich krajach, również w Polsce.

Nieprzejednane dane

Najnowsze prognozy Narodowego Banku Polskiego i Głównego Urzędu Statystycznego nie pozostawiają złudzeń. Najlepsze lata w tym cyklu gospodarka ma już za sobą. I choć na wieszczenie kryzysu gospodarczego w Polsce jest stanowczo za wcześnie, już widać spadek wzrostu gospodarczego, który w pierwszym kwartale wyniósł 4,8 procent rok do roku, by w drugim osiągnąć 4,6 procent, a w trzecim „jedynie” 3,9 procent. Spadek tempa wzrostu najprawdopodobniej potwierdzą dane za czwarty kwartał. Trzeba tu wszakże podkreślić, że pod względem wzrostu gospodarczego Polska wciąż wyróżnia się pozytywnie na tle innych krajów europejskich.

O spodziewanym spowolnieniu mówią już przedstawiciele władz, w tym premier i minister rozwoju, którzy jednocześnie zapewniają, że polska gospodarka jest na to przygotowana. Miejmy zatem nadzieję, że uda się nam przejść koniunkturalny dołek w miarę bezboleśnie, podobnie jak dziesięć lat temu, kiedy światowy kryzys nie był w Polsce tak mocno odczuwalny jak w wielu innych krajach.

Brzydkie słowo na „k”

Czy obecne spowolnienie gospodarcze w Europie widać już z perspektywy polskiej branży motoryzacyjnej?

Przyznam, że nie lubię mówić o kryzysie, bo to trochę samospełniająca się przepowiednia. Mechanizmy psychologiczno-społeczne działają bowiem tak, że im więcej o kryzysie się mówi, tym więcej firm ogranicza inwestycje, co z czasem staje się makroekonomicznym trendem, a wówczas kryzys gotowy. Badania przeprowadzone przez nas wśród właścicieli i menedżerów firm motoryzacyjnych działających w Polsce istotnie wykazują spadek optymizmu, ale moim zdaniem wynika on z całego szeregu czynników, takich jak na przykład wyzwania czekające naszą branżę, czy niepewność związana z brexitem, tak że nie jest to tylko kwestia niepokoju związanego z pogarszającą się sytuacją gospodarczą naszego zachodniego sąsiada, największego partnera handlowego, także w motoryzacji. Owszem, widzimy spowolnienie, ale taka już jest natura gospodarki i trochę za wcześnie, by mówić o kryzysie. Polska gospodarka pokazała 10 lat temu, że jest w dużym stopniu odporna na zawirowania na świecie. Mam nadzieję, że i teraz wyjdziemy obronną ręką z trudniejszego okresu, choć w Europie nastroje się pogarszają – mówi Alfred Franke, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych, członek zarządu CLEPA.

Skąd się bierze pesymizm

Przeprowadzone przez Europejskie Stowarzyszenie Producentów Części Motoryzacyjnych (CLEPA) badanie rynku, zbierające opinie przedstawicieli przemysłu motoryzacyjnego, wskazuje, że jedynie 13 procent z nich optymistycznie spogląda w przyszłość. Większość spodziewa się natomiast spowolnienia gospodarczego. Co ciekawe, ledwie rok temu aż 55 procent respondentów wskazywało, że perspektywa rozwoju gospodarki jest pozytywna, i jedynie 11 procent oceniało ją negatywnie.

Pogorszenie nastrojów odzwierciedlone jest również w krótkoterminowych oczekiwaniach dotyczących przychodów – ponad 50% respondentów spodziewa się spadku w ciągu najbliższych 12 miesięcy i już doświadczyło zmniejszenia wolumenu zamówień. Jedna trzecia firm uczestniczących w badaniu przewiduje spadek zysków w 2020 roku. Takiej odpowiedzi udzieliło 2,5 razy więcej respondentów niż w badaniu zeszłorocznym. Z czego wynikają te pesymistyczne prognozy? Powodów, dla których większość firm widzi przyszłość w ciemnych barwach jest wiele, począwszy od wojen handlowych, których wciąż doświadcza branża, przez zmiany na rynku motoryzacyjnym w Chinach, kryzys wywołany aferą Dieselgate, wspomniany wcześniej brexit, na ogólnej niestabilności politycznej kończąc. Duży wpływ na nie najlepsze prognozy rentowności w przyszłym roku mają również znaczące wzrosty kosztów pracowniczych, ale też trendy wymuszane zmianami klimatycznymi, takie jak wielkie inwestycje związane z pojazdami elektrycznymi i mobilnością przyszłości.

Zachować spokój

W czasach prosperity, firmy mogą pozwolić sobie na poluzowanie gorsetu polityki finansowej. W trudniejszym okresie wszyscy natomiast zaczynają szukać sposobów na zmniejszenie kosztów i zwiększenie przychodów. 90 procent respondentów biorących udział w badaniu CLEPA wskazało, że ich firmy podejmują aktywne działania będące reakcją na spowolnienie gospodarcze: optymalizują procesy produkcji, redukują koszty zarówno sprzedaży jak i te ogólne oraz administracyjne, dokonują cięć budżetowych (ograniczając choćby fundusze przeznaczone na podróże) czy też starają się zmniejszyć opóźnienia w inwestycjach i projektach.

Angażując się w przygotowanie na nadchodzące spowolnienie gospodarcze, branża motoryzacyjna nie może jednak stracić z pola widzenia przyszłych trendów, do których również musi się zaadaptować i wyjść im naprzeciw, by utrzymać silną pozycję europejskiej motoryzacji na świecie. Zaprzestanie inwestycji czy też ograniczenie programów badawczych pod pretekstem chwilowego spowolnienia może dla danej firmy okazać się w ogólnym rozrachunku znacznie gorsze od skutków kryzysu, których chciałaby uniknąć – zaznacza Alfred Franke.

 

 

 

POWIĄZANE POSTY
1 comments
  1. Najbrzydsze słowo na „k” to ‚Kaczyński”. Jego – nie jego rząd-nierząd jak żaden do tej pory pracowicie rzuca pod nogi przedsiębiorcom coraz to nowe problemy, koszty, dodatkową biurokrację, pracę w zastępstwie państwowych urzędników i w perspektywie kary, kary, i jeszcze raz kary za wszystko, w wysokości np. do 1000000 zł. Nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że nie będzie to miało skutków gospodarczych. Małe firmy będą zamykać się i zwalniać pracowników. Skutki w postaci wzrostu bezrobocia odczujemy już w przyszłym roku.

Zostaw Komentarz