Prawo Murphy’ego o buspasach

20 lis 2019

Słuchając expose premiera, czekaliśmy na wątki motoryzacyjne. Liczyliśmy zwłaszcza na kolejne pokrzepiające informacje o naszym długim marszu ku elektromobilności. Tych co prawda nie było, ale i tak się nie zawiedliśmy, bo premier mówił o buspasach. Konkretnie o tym, że powinny móc nimi jeździć samochody osobowe wiozące co najmniej cztery osoby. Bo buspasy mają służyć usprawnieniu ruchu, a nie wyłączania z niego pasów, po których prawie nikt nie będzie jeździł, podczas gdy obok pojazdy stoją w korku – klarował premier.

Pomysł jest ciekawy. Teoretycznie jego wprowadzenie służyłoby bardziej racjonalnemu wykorzystaniu samochodów. Zapewne przybysz z obcej planety nie mógłby zrozumieć, po co ludzie siedzą pojedynczo w autach, które tkwią w korku. Przecież gdyby się jakoś zgadali i ci, którzy jadą w tym samym kierunku, zabrali się razem, wykorzystując wszystkie miejsca w samochodach, na ulicach zrobiłoby się luźniej.

Tak to powinno działać, ale czy będzie, mamy poważne wątpliwości. Obserwując buspas na jednej z warszawskich dolotówek, którym regularnie jeżdżą nieuprawnione do tego samochody, często nawet blokując w ten sposób miejskie autobusy, można się spodziewać po zmianie przepisów tylko większego natężenia buspasowych nadużyć.

I tak na przykład jesteśmy dziwnie spokojni, że pojawią się kierowcy, którzy będą przekonywać, że troje to prawie, co tam prawie! – to w zasadzie czworo. Całkiem możliwe, że w sprzedaży internetowej pojawią się nadmuchiwani pasażerowie w komplecie z pompką zasilaną z samochodowego gniazda zapalniczki, a moda na wożenie dmuchańców upowszechni się tak szybko, że kilka miesięcy po uchwaleniu nowelizacji o buspasach, trzeba będzie nowelizować nowelizację. Posłowie zgłoszą sto pięćdziesiąt poprawek, sejmowa komisja będzie nad nimi radzić, a tymczasem buspasy staną się całkiem nieprzejezdne.

Czarnowidztwo – żachną się bardziej optymistycznie nastawieni Czytelnicy. Może i tak. Ale my jesteśmy wyznawcami kanonu praw Murphy’ego, a najważniejsze z nich brzmi: „Wszystko, co może pójść źle, pójdzie źle”. No i jak na razie to się sprawdza.

Zostaw Komentarz