Prozaiczna przyczyna

25 lipiec 2021

Podczas poszukiwania przyczyn awarii, w pierwszej kolejności należy wziąć pod uwagę te najbardziej prawdopodobne, stopniowo przechodząc do rzadziej występujących lub zgoła całkiem egzotycznych. Dokonując owej gradacji należy pamiętać o jednym: obowiązuje zasada ograniczonego zaufania. To co bowiem wydaje się być w całkiem dobrym stanie, może jedynie dobry stan udawać.

Trudno o bardziej typowy na naszym rynku samochód niż Volkswagen Golf w jego różnych wariantach i odmianach. Pojazd ten mają „obcykany” chyba wszyscy mechanicy, jak kraj długi i szeroki. Przez całe lata prywatni importerzy ściągali dziesiątki tysięcy Golfów wszystkich generacji, a i dzisiaj model ten przoduje w rankingach najpopularniejszych używanych samochodów importowanych zza granicy. Krótko mówiąc, polska ulica Volkswagenem Golfem stoi.

Rano nie chce zapalać

Kiedy więc do niezależnego, lecz dobrze wyposażonego warsztatu przyjechał Golf IV z benzynowym silnikiem 1.6, nikt nie spodziewał się, że samochód może kryć jakąś diagnostyczną tajemnicę. Prosta konstrukcja pochodząca z czasów zanim nastała epoka downsizingu sprawiała, że samochód był niezawodny. Potwierdzał to również właściciel pojazdu, który wyznał, że w ciągu dziesięciu lat eksploatacji nie miał z Golfem żadnych problemów. Użył przy tym dość wyświechtanego sloganu, po jaki chętnie sięgają handlarze samochodów, zachwalający w anonsach swój towar: tylko lać benzynę i jeździć.

Niestety, ostatnio Golf zaczął nieco szwankować, albowiem pojawiły się kłopoty z porannym zapalaniem. Uradzono zatem z klientem, że auto zostawi w warsztacie, a po spędzeniu nocy na parkingu, zostanie ono zbadane. Następnego dnia rano samochód rzeczywiście nie chciał zapalić. Po wykręceniu świec okazało się, że są zalane. Wyglądało na to, że bardzo dawno nie były wymieniane, więc w porozumieniu z klientem zastąpiono je nowymi. Po tej operacji auto zapaliło i wydawało się, że jest po sprawie. Kilka godzin postoju sprawiło jednak, że Volkswagen ponownie nabrał niechęci do zapalania. Rozrusznik kręcił, a silnik ani myślał zaskoczyć. Tym razem sprawdzono iskrę i paliwo. Niby wszystko było OK, ale motor nie zapalał, a świece zalewało.

Podczas szczegółowych oględzin mechanik zauważył wyciek oleju z okolic odmy. Doświadczenie podpowiedziało mu, że może to być ważny ślad. Przypuszczał bowiem, że przez pęknięcie w plastikowym przewodzie silnik zasysa „lewe” powietrze. Po wymianie odmy silnik wreszcie zaskoczył, a przy tym pracował wyraźnie równiej niż przedtem. Wydawało się, że to koniec problemów.

Tymczasem rano, jak w kabaretowym kuplecie: hop, siup i od nowa, Polska Ludowa – silnik znów nie chciał się uruchomić i dopiero po długim kręceniu rozrusznikiem z wciśniętym pedałem gazu wreszcie zaskoczył.

Kąt na minusie

Mechanik uznał, że nadeszła pora na pogłębioną diagnostykę. Zaczął zatem sprawdzać poszczególne parametry: ciśnienie paliwa, ciśnienie sprężania, sygnał z czujnika obrotów wału korbowego, itd. Zmierzone wartości były jak najbardziej poprawne.

Okazało się natomiast, że kąt wyprzedzenia zapłonu odbiegał od normy. Na wolnych obrotach wynosi – 7 stopni. Skąd się wzięła ta ujemna wartość? Na to pytanie mechanik nie potrafił odpowiedzieć. Ponieważ jednak zrobiło się późno i było już w zasadzie po fajrancie, postanowił przemyśleć sprawę w domu.

Prawdę powiedziawszy, jako ojciec dzieci w wieku szkolnym, czas na rozważanie przypadku diagnostycznego znalazł dopiero przed północą, kiedy już kładł się spać. Myślał i myślał, a jego myśli jakoś same odpłynęły od Golfa w kierunku jego właściciela. Facet był bowiem nader rozmowny i coś tam opowiadał, nie tylko o samochodzie, ale i o swojej pracy w wytwórni dodatków paszowych. Konkretnie zaś ględził coś o mieszankach dla trzody chlewnej i ich wpływie na smak szynki. Mechanik przypomniał sobie, że kiedyś nawet był w pobliżu owego zakładu. Dziwnie tam śmierdziało, a koło wielkich silosów unosiły się chmury kurzu… I wtedy właśnie mechanika olśniło.

Nareszcie trafiony

Następnego dnia fachowiec raźnym krokiem podszedł do stojącego na stanowisku Golfa, podniósł maskę, coś tam szybko pomajstrował, a następnie siadł za kierownicę i uruchomił silnik, który zaskoczył bez żadnego ociągania. Kontrola kąta wyprzedzenia zapłonu wykazała, że wrócił on do normy – wynosił 6 stopni przed GMP (górnym martwym położeniem tłoka). Tak oto udało się znaleźć przyczynę problemów. Okazała się ona w zasadzie prozaiczna, choć nie tak łatwo było na nią wpaść.

Winien otóż okazał się zapchany filtr powietrza. Przedtem element ten był poza podejrzeniem, bowiem wyglądał na czysty, a użytkownik powiedział, że wymieniał filtr kilka miesięcy wcześniej. Tak się jednak złożyło, że właściciel Golfa pracował w wytwórni pasz i parkował samochód w pobliżu wielkich silosów na zboże. Wiecznie unosiła się tam chmura pyłu powstałego z przesypywanego ziarna. To właśnie on doprowadził do szybkiego zatkania filtra, który znacznie ograniczał przepływ.

Wojciech Słojewski, Wocar

POWIĄZANE POSTY

Zostaw Komentarz