Przeklęta limuzyna arcyksięcia, czyli samochodowa legenda na resorach

31 sp. 2022

Zastanawialiśmy się, o czym tu napisać. Tematów bieżących mnóstwo, ale każdy ciśnienie podnosi, a doktor surowo zalecił nam stronić od gwałtownych emocji. Korzystając z ostatniego dnia wakacji, sięgamy więc do naszego kojącego skołatane nerwy kącika historycznego.

Otóż chcielibyśmy przypomnieć austriacką markę Gräf & Stift. Starsi mechanicy specjalizujący się w obsłudze pojazdów użytkowych być może zetknęli się przed laty z ciężarówkami lub autobusami tego producenta. Dziś to już marka historyczna, a przy tym niemal zapomniana, lecz na kartach historii pozostanie na zawsze. Model Gräf & Stift Doppelphaeton był bowiem uczestnikiem dramatycznych wydarzeń, które stały się iskrą rzuconą na beczkę z prochem, jaką w 1914 roku była Europa.

Stary Bismarck powiedział, że jeśli w Europie wybuchnie kiedyś wielka wojna, to zapewne z powodu jakiegoś bałwaństwa na Bałkanach. Przepowiednia „żelaznego kanclerza” się spełniła. 28 czerwca 1914 roku arcyksiążę Franciszek Ferdynand, następca tronu Austro-Węgier składał oficjalną wizytę w stolicy Bośni Sarajewie. Wizyta wypadła w dniu serbskiego święta narodowego w rocznicę bitwy na Kosowym Polu. Serbscy nacjonaliści potraktowali ten gest jako narodową zniewagę, a tajna organizacja „Czarna Ręka” wysłała do Sarajewa grupę zamachowców.

Arcyksiążę oraz jego żona, księżna Zofia poruszali się po mieście samochodem marki Gräf und Stift z 1910 roku – wspaniałą maszyną zbudowaną w wiedeńskiej fabryce, napędzaną wielkim silnikiem o imponującej jak na owe czasy mocy 28 koni. Do pierwszej próby zamachu doszło, kiedy limuzyna podjeżdżała pod ratusz, gdzie księżna miała się spotkać z grupą kobiet. Młody mężczyzna rzucił w kierunku samochodu książęcej pary bombę, ale ładunek odbił się od płóciennego dachu auta i wybuchł tuż za nim, lekko raniąc pasażerów następnego pojazdu w kolumnie. Sprawca został zatrzymany.

Po spotkaniu i obiedzie w ratuszu Ferdynand i Zofia wyruszyli w dalszą drogę. I wtedy doszło do tragicznego zbiegu okoliczności. Szofer pomylił bowiem drogę i skręcił z wytyczonej trasy w niewłaściwą ulicę, a następnie próbował zawrócić. Trzeba trafu, że samochód znalazł się akurat naprzeciwko kawiarni, w której siedział dziewiętnastoletni student Gavrilo Princip. Był to jeden ze spiskowców, a w kieszeni miał naładowanego siedmiostrzałowego browninga. Princip wyczuł swoją szansę. Zerwał się na równe nogi, podbiegł do samochodu i z bliska wystrzelił wszystkie pociski w kierunku książęcej pary. Franciszek Ferdynand i Zofia zginęli na miejscu.

Miesiąc później Stary Kontynent pogrążył się w ultimatach, mobilizacjach i deklaracjach. Rozpoczęła się straszliwa wojna, w której naprzeciw siebie stanęły wielomilionowe armie.

Wokół zamachu w Sarajewie narosło wiele legend, a jedna z nich dotyczy limuzyny Gräf und Stift, która jakoby była przeklęta i nie dość, że przyczyniła się do rozpętania I wojny światowej, to już po zamachu doprowadziła do śmierci tuzina osób. Ponoć samochód przeszedł w ciągu dwunastu lat przez ręce piętnastu właścicieli. Wedle tej niezwykłej i mrocznej opowieści kolejny użytkownik maszyny – austriacki generał zwariował i resztę życia spędził w domu dla obłąkanych. Następny właściciel cieszył się autem raptem dziewięć dni, do straszliwego wypadku, w którym śmiertelnie potrącił dwóch chłopów, sam zaś wjechał wozem w drzewo. Naprawione auto trafiło później w ręce jakiegoś dygnitarza, który z kolei popadł w depresję i popełnił samobójstwo. Auto dalej roztaczało mroczną aurę, ponieważ kolejny użytkownik przeżył w nim aż cztery wypadki, przy czym w ostatnim stracił ramię. Po kraksie sprzedał przeklęty wóz znajomemu, który miał jeszcze większego pecha, bo stracił życie, kiedy auto przewróciło się na ostrym wirażu. Taki sam koniec spotkał również pewnego szwajcarskiego kierowcę wyścigowego, który jeździł limuzyną jako następny z nieszczęśników. Ostatnią ofiarą samochodu Gräf und Stift był ponoć niejaki Tiber Hirschfeld, rumuński przedsiębiorca, który wraz z trzema pasażerami zginął w wypadku w drodze na wesele.

Oczywiście nie zachowały się żadne dokumenty, które mogłyby potwierdzić te wypadki i zdaje się po prostu, że cała ta historia jest bujdą nomen omen na resorach. Niemniej tak dobrze wymyśloną i popularną, że wartą przytoczenia.

Oficjalna historia limuzyny jest mniej tajemnicza. Na rozkaz cesarza Franciszka Józefa samochód, w którym zginął następca tronu, sprowadzono do Wiednia, a następnie umieszczono w Muzeum Historii Wojska. Zwiedzający wciąż mogą obejrzeć niezwykłe auto marki Gräf und Stift oraz zakrwawiony mundur arcyksięcia Franciszka Ferdynanda.

Dodajmy jeszcze, że tropiciele mistycznych znaczeń i zaszyfrowanej symboliki zwrócili uwagę na tablicę rejestracyjną habsburskiego wehikułu, na której widnieją symbole: AIII118. Jeden z numerologów amatorów rozszyfrował je jako datę 11 listopada 1918 roku. Tego dnia nastąpiło zawieszenie broni, które uznawane jest za dzień zakończenia Wielkiej Wojny.

Zostaw Komentarz