To ściąga, to znów pęka

18 Sie 2020

Często przyczyną kłopotów jest nie postawiona w porę trafna diagnoza, co sprawia, że awaria zaczyna auto prześladować. Wydatki rosną, frustracja użytkownika też, a problem nie znika. Żywym przykładem potwierdzającym tę tezę jest pewien Citroen C3.

Pan jakoś dziś niewesoły?
Bo się spóźniłem do szkoły.
Nie wiedział pan, która godzina?
Czyżby pękła sprężyna?

Tę warsztatową opowieść zaczynamy fragmentem wierszyka Jana Brzechwy, którego do dziś uczą się przedszkolaki. Tak jakoś nam się sam skojarzył, choć pan Tomasz, pracownik warszawskiego wydawnictwa spóźnił się do pracy nie z powodu pękniętej sprężyny w zegarku (kto zresztą nosi jeszcze nakręcane zegarki), lecz w samochodzie. Konkretnie zaś sprężyny zawieszenia przy prawym, przednim kole Citroena C3 z silnikiem benzynowym 1.4.
O tym, że sprężyna pękła dowiedział się pan Tomasz od kierowcy pomocy drogowej, którą musiał wezwać, korzystając z ubezpieczenia assistance, bowiem zastał samochód na parkingu stojący w jakiejś dziwnej, pochylonej pozie, a przy próbie ruszenia z miejsca okazało się, że z okolic przedniego koła dobiega straszliwy hurgot, wywołany tarciem opony o nadkole.

Coś ściąga

Tu należy się jeszcze wyjaśnienie, że zanim doszło do tej awarii, pan Tomasz od dłuższego już czasu narzekał na to, że jego samochód ściąga lekko w prawo. Podnosił nawet ten problem przy okazji wizyt w warsztatach. W jednym z nich fachowcy sprawdzili Citroenowi ciśnienie w ogumieniu i dopompowali koła, lecz nie przyniosło to żadnej poprawy. W innym serwisie auto poddano bardziej zaawansowanym czynnościom, sprawdzono i skorygowano bowiem zbieżność kół. Żadnej poprawy to jednak nie spowodowało.

Podczas kolejnej wizyty w serwisie mechanik zastosował swego rodzaju wytrych poznawczy, czyli wygłosił sakramentalne: „ten typ tak ma”. Winę za ściąganie zrzucił zaś na krzywe opony i poradził, by użytkownik uzbroił się w cierpliwość i spokojnie doczekał sezonowej wymiany ogumienia, gdyż po niej problem sam w naturalny sposób powinien ustąpić.

Jak już zdradziliśmy na początku, problem nie zdążył sam się rozwiązać, ponieważ unieruchomiony Citroen z pęknięta sprężyną został zawieziony na lawecie do warsztatu. Tam uszkodzony element wymieniono.

Przy okazji odbioru naprawionego samochodu, pan Tomasz opowiedział o wcześniejszym problemie ściągania, o którym zdążył na chwilę zapomnieć, bowiem przykryła go pęknięta sprężyna. Mechanik stwierdził, że najprawdopodobniej przyczyną ściągania auta była właśnie owa sprężyna, która najprawdopodobniej najpierw pękła gdzieś na drugim zwoju (jak to one mają w zwyczaju pękać), obniżając przy tym zawieszenie. Wtedy koło zaczęło stykać się z nadkolem, a tym samym przyhamowywać, czego efektem było właśnie owo ściąganie. Teraz jednak, po wymianie sprężyny, wszystko miało już być – zdaniem mechanika – w porządku.

Ale w porządku nie było. Prawdę powiedziawszy, po naprawie zjawisko ściągania wręcz się nasiliło. Tak się jednak złożyło, że pan Tomasz miał w owym czasie na głowie mnóstwo wielce absorbujących spraw, więc mimo pewnego dyskomfortu związanego z tym, że auto trzeba było powstrzymywać przed samoczynnym skręcaniem, odkładał problem na później i nie odwiedzał warsztatu.

Znów pękło

Jednak zły los zmusił pana Tomasza do kolejnej wizyty, w dodatku znów na garbie lawety. Oto bowiem, równo miesiąc po wymianie prawej sprężyny, pękła sprężyna lewa i to tak pechowo, że koło znów oparło się o nadkole, a sprężyna przeleciała przez miskę Mcphersona i nadcięła elastyczny przewód hamulcowy. Stało się to zresztą w dość dramatycznych okolicznościach, bowiem pan Tomasz akurat jechał dość szybko jedną z warszawskich arterii. Sprężyna pękła, kiedy samochód wjechał w studzienkę kanalizacyjną. Wówczas rozległ się wizg piłowanego przez oponę nadkola, a pan Tomasz przeżył tak wielki stres, że jeszcze przez dobrą godzinę, kiedy czekał na wezwaną pomoc drogową, obserwował, jak trzęsą mu się ręce.

Tym razem Citroen odwieziony został do pewnego niezależnego, lecz dobrze wyposażonego warsztatu. Mechanicy powzięli słuszny i naukowo uzasadniony zamiar wymienienia obu sprężyn, na co pan Tomasz zaoponował, wyjawiając, że jedna z nich jest całkiem nowa, bo wymieniona miesiąc wcześniej. Tak oto mało dotąd rozmowny pan Tomasz opowiedział o tym, jak sprężyny pękały, a samochód ściągał.

Co zjadło opony

Mechanik potraktował sprawę jako zawodowe wyzwanie i postanowił przyjrzeć się francuskiemu pojazdowi jak najwnikliwiej. „Cytryna” powędrowała więc na podnośniku w górę demonstrując m.in. ścięte od wewnątrz opony. Z prawej niewiele już zostało, gdyż spod zdartej gumy zaczęło wyzierać płótno. Widać przy tym było, że zniszczone ogumienie jest niemal nowe, więc jego degradacja musiała nastąpić w ekspresowym tempie.

Na uwagę mechanika, że ze względów bezpieczeństwa konieczna jest wymiana opon, pan Tomasz kategorycznie, ale rozsądnie odpowiedział, iż zgadza się na nią pod jednym wszelako warunkiem. Takim mianowicie, że naprawa zostanie tak przeprowadzona, by już więcej auto nie ściągało, a opony się nie niszczyły. Owa asertywność pana Tomasza wydawała się być całkiem na miejscu. Właściciel auta pamiętał przecież, że nie tak dawno samochód miał ustawianą zbieżność, co jednakowoż wcale nie zapobiegło darciu opon.

Mechanik wymienił uszkodzoną sprężynę, a następnie zaczął dokładnie oglądać przednie zawieszenie, by ustalić przyczynę ściągania i niszczenia ogumienia. Dokładne oględziny ujawniły przyczyny awarii, którą udało się nareszcie skutecznie usunąć.

Okazało się otóż, że samochód ściągał, bo pękniecie sprężyny powodowało zmianę kąta pochylenia koła i zbieżności kół przednich. Sama regulacja zbieżności nic nie dala, a poprzedni mechanik nie zauważył różnicy wysokości pomiędzy lewą a prawą sprężyną.

Następnym błędem był montaż kolumny McPhersona w niewłaściwej pozycji. W tym samochodzie kolumnę da się zamontować w dwóch położeniach. Mechanik nie zaznaczył pozycji, w której była zamontowana, a ustawienie jej w innym położeniu skutkowało zmianą kąta pochylenia koła na ujemny, a w konsekwencji ścinaniem opony i ściąganiem auta. Po prawidłowym zmontowaniu kolumny i ustawieniu geometrii auto zaczęło jeździć normalnie.

Wojciech Słojewski, Wocar

POWIĄZANE POSTY
1 comments

Zostaw Komentarz