Co ludzie powiedzą, czyli korporacyjna staranność należyta

13 kw. 2022

Korporacje mają być moralne. Brzmi to karkołomnie, ale takie założenie przyświecało autorom projektu dyrektywy przygotowanego przez Komisję Europejską. Nowe przepisy mają zobowiązać przedsiębiorstwa do stosowania tzw. należytej staranności (due diligence), czyli procedury, która zgodnie z wytycznymi OECD (Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) – umożliwia przedsiębiorstwom „identyfikację, zapobieganie, redukowanie i określenie sposobu reagowania na rzeczywiste i potencjalne ryzyko wystąpienia niepożądanych skutków działalności w obszarach praw człowieka i ochrony środowiska”. Przepisy te mają wyrównać rynkowe szanse tych producentów, którzy już wcześniej byli społecznie i ekologicznie odpowiedzialni z tymi, którzy na środowisko i prawa człowieka gwizdali, kierując się jedynie pogonią za zyskiem.

Krótko mówiąc, chodzi na przykład o to, by znane firmy odzieżowe sprzedające w swoich sieciówkach podkoszulki po dwadzieścia dolarów nie mogły się wykręcać sianem, przekonując, że nie miały bladego pojęcia, iż ich produkty szyją w Bangladeszu dwunastoletnie dzieci za centa od sztuki, a pracują po 12 godzin dziennie w niewentylowanej szopie skleconej z krowiego łajna i słomy, grożącej zawaleniem od głośniejszego kichnięcia. Do tej pory wspomniane korporacje udawały głupiego, twierdząc, że kupowały towar od dostawcy, dostawca brał go od swojego dostawcy, i dopiero tamten korzystał z pracy dzieci. Myśmy w centrali nic nie wiedzieli, bo gdybyśmy, tobyśmy od razu, szanowna opinio publiczna…

Unijna dyrektywa miałaby również zapobiegać eksportowaniu poza UE szkód środowiskowych. Bywa bowiem, że unijna centrala chwali się recyklingiem spinaczy i spłukiwaniem klozetu deszczówką, a jednocześnie sprowadza do produkcji chipsów olej od firmy, która wycina orangutanom ostatni las na Borneo.

Nam się idea przymuszenia korporacji do tego, by nie eksploatowały ludzi i przyrody, bardzo podoba. Uważamy, że gonienie za korporacyjnym zyskiem za wszelką cenę sprowadzi na nas katastrofę, więc chętnie przystaniemy na to, by akcjonariuszom odpalano mniejsze dywidendy, a zarządy przyznawały sobie nieco skromniejsze premie.

Jesteśmy jednak ciekawi, na ile skuteczne będą owe dyrektywy, kiedy już propozycje Komisji Europejskiej zostaną klepnięte przez Parlament i Radę. No bo wyobraźmy sobie jakiegoś producenta z bogatego europejskiego kraju, który kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju i należytą starannością sprawdzi, czy w jego łańcuchu dostaw nie wykorzystuje się dzieci albo nie trzebi Amazonii, ale nie weźmie pod uwagę, że prąd do zasilania fabryki elektrycznych samochodów pochodzi z ekologicznej (podobno) gazowej elektrowni podłączonej do gazpromowej rury? Czy importowanie paliw z kraju, który rozpętał napastniczą wojnę i dopuszcza się zbrodni wojennych będzie zgodne z procedurami, czy nie?

Naszym zdaniem, jeśli to przejdzie, to możemy całą tę dyrektywę potłuc i przestać się wygłupiać. W przeciwnym razie my, unijni Europejczycy, będziemy równie załgani co Hiacynta Bucket, bohaterka popularnego brytyjskiego serialu komediowego „Keep up appearances” znanego u nas pod tytułem „Co ludzie powiedzą”.

Zostaw Komentarz