JPK – nowa broń fiskusa

07 Cze 2016

Jak wiadomo, rząd zawsze potrzebuje pieniędzy i zawsze ma ich za mało. Przy tym ten obecny potrzebuje jeszcze więcej niż poprzedni. Ministrowie już dawno zapowiedzieli, że uszczelnienie systemu ściągania podatków będzie traktowane priorytetowo.

Skutecznym orężem w walce z nadużyciami i oszustwami ma być wprowadzenie Jednolitego Pliku Kontrolnego. Idea jest prosta – przedsiębiorcy będą musieli składać szczegółową informację o swojej działalności w zestandaryzowanym formacie elektronicznym. Będzie ona zawierała listę wszystkich przeprowadzonych transakcji.

System sam sprawdzi

Nad dokumentacją nie będą już musieli ślęczeć urzędnicy, ale sprawdzi ją błyskawicznie niestrudzony i nie popełniający błędów system informatyczny. Takie rozwiązanie ma przede wszystkim ukrócić proceder wyłudzania VAT. Tak zwane kontrole krzyżowe polegające na sprawdzeniu tego, kto wystawił fakturę i tego, kto wliczył ją sobie w koszty, utrudni przestępcom organizowanie fakturowych karuzel.

JPK przyniesie jednak również inne konsekwencje, które dotkną m.in. branżę motoryzacyjną. Wszystko otóż wskazuje, że nadchodzi kres zarabiania przez warsztaty „bokiem” na częściach oraz  ukrywania dochodów.

Koniec paragonów

Jako pierwsze obowiązkiem wprowadzenia JPK objęte zostaną duże firmy. W sektorze niezależnego rynku motoryzacyjnego będą to dystrybutorzy części. Być może przy okazji analizy jednolitych plików kontrolnych fiskusa zainteresują niektóre transakcje paragonowe. Na przykład w sytuacji, kiedy warsztaty kupują na potęgę części na paragon, a jednocześnie deklarują niewielkie dochody. Wszyscy znają mechanizm ukrywania kosztów robocizny za parawanem wysokiej ceny części. Mechanik kupuje towar na paragon w cenie detalicznej obowiązującej przechodniów z ulicy, a następnie pokazuje kwit klientowi, żeby ten wiedział za co płaci. Oczywiście nie wystawia faktury za usługę (no bo klient woli bez), po czym czule się żegnają. To jednak oczywiście nie koniec operacji, ponieważ mechanik wraca do hurtowni, gdzie następuje „reasumpcja” transakcji. Oto bowiem od pierwotnej ceny odejmowany jest rabat – nawet 50%, a nadpłacona kwota trafia z powrotem do kieszeni mechanika, po cichu i bez podatku. Ponieważ jednak paragony rabatowe przypisane są imiennie do konkretnego klienta, fiskus będzie mógł takiego delikwenta przyszpilić jak entomolog motyla w gablocie.

Nowe i stare grzechy

Tym łatwiej będzie to fiskusowi zrobić, kiedy za pomocą JPK będą musieli rozliczać się wszyscy przedsiębiorcy, w tym również warsztaty. Nastąpi to w 2018 roku. Wówczas system informatyczny „przeczesze” wszystkich, a nieścisłości same wyskoczą urzędnikom skarbowym na monitorach.

Nawet jeśli dotychczasowi „paragoniarze” zaczną teraz grzecznie kupować wszystko na faktury i wykazywać realne dochody, nie znaczy to wcale, że fiskus nie wywlecze starych grzeszków. Trudno będzie bowiem wytłumaczyć się z obrotów, które nagle wzrosły o kilkaset procent. Urzędnicy zapewne pogratulują takiej prosperity, ale zrobią to zaś osobiście podczas kontroli.

Wszystko wskazuje na to, że skończy się zarabianie przez warsztaty na marżach. Klienci będą natomiast musieli przyzwyczaić się do tego, że koszty robocizny urealnią się, czyli wzrosną. Taka sytuacja będzie dla wszystkich zdrowsza. Skłonienie wszystkich do rzetelnego płacenia podatków wprowadzi zasady uczciwej konkurencji. Warsztaty będą ścigać się jakością wykonywanych usług, nie zaś ceną i paragonowymi manipulacjami.

POWIĄZANE POSTY
7 komentarzy
  1. Odnoszę wrażenie, że autor nie do końca wie o czym pisze. Jeśli wszyscy mają rzetelnie płacić wszystkie podatki (vaty, pity,zusy i co tam jeszcze), to najpierw potrzebny jest system, który pozwoli uczciwie i bez oszukiwania kogokolwiek zarobić na pajdę chleba. Nie jest chyba tajemnicą, że obecny małym firmom tego komfortu nie zapewnia. Więc NAJPIERW potrzebny jest tski system podatkowy, a dopiero POTEM uszczelniacze które wyeliminują zbyt chytrych. Nie odwrotnie, bo to po prostu spowoduje upadek tysięcy drobnych firm, wzrost bezrobocia, dalszy spadek PKB i związane z tym inne nieszczęścia. I nie oszukujmy się, że tego nie wiemy!

    1. Jasne, czyli np. sprzedawca w sklepie zatrudniony na umowę zlecenie ma płacić wszystko, bo nie ma jak ukryć dochodów, a właściciel warsztatu może zarabiać bez podatku, bo on biedny i musi zarobić „na pajdę chleba”. Czyli łapcie oszustów, ale nie mnie, bo ja jestem mała firma i mnie się należy.

  2. Podzielam opinie autor artykułu coś tam słyszał i myśli że tak wygląda każdy warsztat. Nie widzę możliwości utrzymania działalności i rozwoju bez marży na częściach. Roczne koszty to autu data online 2800 zł, bosch program 12670 zł na trzy lata, cdif na rok 1200 zł jedno szkolenie 350 zł netto (klima w tym roku obowiązkowe) razy trzy na rok (średnio min.). Koszt narzędzi 8000 -12000 rocznie itd. A mam trzech pracowników i cztery stanowiska. Warsztat to nie jest łatwy kawałek chleba.

  3. Wszystko zależy od układu cen. W USA warsztaty na częściach nie zarabiają, za to kasują odpowiednio więcej za swoją robotę. System taki wydaje się mi znacznie sensowniejszy niż nasz, w który wpisane są kombinacje z cenami części.

    1. No niby tak, ale w USA nie ma zusu a Vatu jest Max 5% a na częściach i tak zarabiają bo masz marżę na wszystkim co leci przez warsztat.Mają za to plage nieodebranych samochodow jednak tam można takie auto przejąć lub zezłomować a u nas masz problem.

    2. W Stanach, w stanach… to za oceanem, prawda? Nie ma co porównywać tych dwóch odmiennych światów, bo to bezcelowe. Tam system miar jest inny, klucze nasze do ichniejszych nie pasują.
      System jest sensowny, ale wieźmy pod uwagę realia. Dobrze opisywane to jest i na wskroś realistycznie, podejście klienta do mechanika w wydaniu Cytryn i Gumiak Servis. Przychodzi facet i mówi, że diagnozę chce. Ale tylko diagnozę. On se już sam zrobi. Albo po co do mechanika, skoro on sam se, a u niego, zdziercy parszywego i krętacza, to robić nie będzie, bo to tylko części. To nie tylko ta branża kryje robociznę w częściach, bo nikt pracy nie ceni. Informatyk tylko se klepie w klawiaturkę, co on tam wi. Grafik? Coś tam wirtualnie majstruje i majstruje po czym żąda cen jak za auto. Napraw komputer, postaw system, wymiwń klocki, dolej płynu – to wszystko miałoby być za darmo…?

      1. A i tak wszyscy wiemy, że to co zrobią „informatycy” nigdy nie działa jak należy. Chciałbym tyle kosić za taką czystą robotę.. Kto to wymyślił, że ich praca tyle kosztuje a mechanik to cieciu z brudnymi rękami w śmiesznych spodniach?

Zostaw Komentarz