Szkodliwy komfort

01 marzec 2021

Czasem moglibyśmy sobie oszczędzić wielu problemów z ustalaniem przyczyn awarii, gdybyśmy przeprowadzili na początku wnikliwy wywiad z użytkownikiem. O tym właśnie opowiada ta oto historia.

Ford Focus z 2005 roku z silnikiem benzynowym o pojemności 1,6 litra pojawił się w niezależnym, lecz dobrze wyposażonym warsztacie na corocznym przeglądzie okresowym. Samochód miał przebieg 90 tys. kilometrów i od nowości należał do tego samego właściciela. W Fordzie standardowo wymieniono olej, filtry, sprawdzono płyny oraz ogólny stan pojazdu zgodnie z listą kontrolną. Dodatkowo klient poprosił o obsługę klimatyzacji, ponieważ, jak wyznał, ostatnio jakby słabiej działała, a poza tym z nawiewów wydzielał się nieprzyjemny zapach, choć pan Marian, właściciel Focusa, użył bardziej dosadnego określenia, by opisać swoje wrażenia organoleptyczne.

Wszystkie czynności obsługowe sprawnie wykonano, ubytki czynnika chłodzącego zostały uzupełnione, a po odgrzybieniu klimatyzacji, można już było spokojnie z niej korzystać, nie mącąc sobie komfortu pleśniowym smrodkiem. Samochód wydano, klienta pożegnano.

Gaśnie, choć wcześniej nie gasł

Użytkownik wrócił jednak po dwóch dniach. Ford zaczął bowiem szwankować.

Gaśnie na wolnych obrotach, albo niemiłosiernie się dławi – zreferował istotę problemu pan Marian. – Przed przeglądem działało dobrze – dodał z jakąś nutą wyrzutu w głosie, tak jakby wierzył w jakiś metafizyczny ciąg przyczynowo-skutkowy, polegający na tym, że usunięcie kolonii mikroorganizmów z parownika klimatyzacji upośledziło pracę silnika.

Focus pozostał w warsztacie, a mechanik zabrał się do zweryfikowania zgłoszonej przez klienta usterki. Najpierw wsiadł w samochód i wyruszył na jazdę próbną, by osobiście zapoznać się z opisanymi przez klienta objawami. Przejażdżka jednak żadnych nieprawidłowości nie ujawniła. Samochód jechał bez zarzutu, a silnik pracował równo jak pszczółka.

Jak wiadomo, zdarzają się awarie, które nie chcą ujawnić się w warsztacie. Mechanik sam nie raz się z nimi spotykał, wiedział więc, że jazda próbna bez zakłóceń o niczym jeszcze nie świadczy. Po powrocie do warsztatu podłączył do samochodu tester diagnostyczny, jednak okazało się, że w pamięci sterownika nie było zapisanych błędów.

Następnie postanowił sprawdzić podciśnienie w układzie dolotowym, a także skontrolować przewody zapłonowe. Tak się bowiem złożyło, że niedawno w warsztacie było kilka szwankujących samochodów, w których stwierdzono obgryzione przez zwierzaki kable, a w jednym znaleziono nawet zdechłą łasicę, która najprawdopodobniej przekonała się, jak niebezpieczne bywa wysokie napięcie. Żadnych śladów ostrych ząbków co prawda nie znaleziono, ale na wszelki wypadek wymienione zostały przewody razem ze świecami, bo z zeznań właściciela samochodu wynikało, że nigdy nie były wymieniane.

Słonko wyszło, a wtedy…

Klienta pożegnano, licząc, że samochód będzie już sprawował się dobrze. No i owszem, przez kilka dni Focus jeździł jak należy, ale problem powrócił, a wraz z nim do warsztatu wróciło auto.

Sytuacja zrobiła się patowa, bowiem jazda próbna znów nie wykazała żadnych objawów. Jednakowoż trzeba było wymyślić jakieś sensowne rozwiązanie, bo odesłanie klienta z kwitkiem słusznie zostałoby odebrane jako przyznanie się do bezradności.

Pamięć błędów wciąż była czysta. Mechanik postanowił zatem wziąć pod lupę przepustnicę. Znalazł tam sporo tłustego nalotu, co mogło prowadzić do zacięć. Przepustnica została zatem porządnie wyczyszczona, a następnie zaadaptowana.

Samochód wyruszył po raz kolejny na jazdę próbną. Tym razem mechanik postanowił pojeździć dłużej, by upewnić się, że usterka nie powraca. I kiedy tak jechał sobie szosą, wsłuchując się w brzmienie silnika, który pracował bez najmniejszych zastrzeżeń, właśnie zza chmur wyjrzało wiosenne słońce, a po chwili zrobiło się ciepło. Mechanik włączył zatem niedawno odgrzybioną klimę, uznając, że należy mu się minimum komfortu. Spokojnie dojechał do miasta, a kiedy stanął na dłuższą chwilę na światłach, nieuchwytna usterka wreszcie się pojawiła. Silnik zaczął się dławić, a auto zgasło na wolnych obrotach.

Telefon do klienta rozwiał resztkę wątpliwości. Użytkownik potwierdził, że istotnie, problemy pojawiają się, kiedy w aucie włączona jest klimatyzacja. Nie mówił o tym wcześniej, bo sam tego nie skojarzył, ale kiedy teraz mechanik o to pyta, to mu się przypomniało.

Mechanik westchnął ciężko, dochodząc do wniosku, że mógł od razu dokładnie wypytać właściciela Focusa o towarzyszące objawom okoliczności. Pewnie pozwoliłoby to zaoszczędzić sporo czasu i roboty.

Tym razem diagnostyka poszła szybko, bo mechanik wiedział, już gdzie szukać przyczyny awarii. Był nią zacinający się wentylator chłodnicy. W efekcie dochodziło do nadmiernego wzrostu temperatury czynnika roboczego w układzie klimatyzacji, a co za tym idzie, dużego wzrostu ciśnienia. Wówczas kompresor stawiał obciążenie tak wielkie, że silnik się dławił.

Wojciech Słojewski, Wocar

 

POWIĄZANE POSTY

Zostaw Komentarz