Szpagat ekonomiczny – sprzedaż samochodów spada, za to ceny rosną

03 marzec 2021

Pandemiczny kryzys mocno ograniczył popyt na nowe samochody, a w salonach zrobiło się spokojnie i cicho niczym w bibliotece w letnie popołudnie. Jeśli ktoś spodziewałby się w związku z tym spadku cen nowych aut, ten skazany jest na dysonans poznawczy, albowiem jest dokładnie odwrotnie – samochody drożeją i to na potęgę.

Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar wyliczył, że w styczniu średnia cena samochodu kupowanego na polskim rynku wyniosła ponad 129 tysięcy złotych, czyli prawie 12% więcej niż rok temu, a w ciągu ostatnich trzech lat średni wzrost osiągnął 30%. Według ekspertów ten podwyżkowy trend będzie się utrzymywał.

Za wywindowanie średniej ceny na tak absurdalnie wysoki poziom odpowiada m.in. wzrost sprzedaży drogich pojazdów z segmentu premium przy jednoczesnym tąpnięciu na rynku samochodów popularnych.

Pokazuje to rosnące nierówności społeczne w Polsce. Kupowanie nowych samochodów staje się przywilejem zamożnych przedsiębiorców i hojnie wynagradzanych prezesów, zaś przeciętni użytkownicy zdani są coraz bardziej na rynek samochodów używanych i to używanych coraz bardziej.

Zwiększona sprzedaż dyrektorskich gablot i bryndza w segmencie najtańszych jeździdeł to tylko jeden z czynników napędzających wzrost średniej ceny. Drugi wynika z podwyżek bezpośrednio wprowadzanych przez producentów, którzy zmuszeni są spełniać coraz wyższe wymagania dotyczące bezpieczeństwa i emisji, a to nieuchronnie zwiększa koszty produkcji.

Wszystko więc zmierza do zrewidowania pojęcia „auta popularnego”, bo jak tak dalej pójdzie, największą sprzedaż będą notować samochody za ćwierć miliona, podczas gdy nie będzie komu i za co kupować budżetowych modeli z podstawowym choćby wyposażeniem.

Przeciętny obywatel będzie zaś szukał szczęścia na placach komisów, wypatrując jakiejś 15-letniej „igły” z podrasowanym drogomierzem.

Etatowi tropiciele importowanej starzyzny, domagający się w prasowych publikacjach położenia kresu sprowadzania do Polski używanych pojazdów, uznani zostaną przez szeroką opinię publiczną za całkiem już urwanych z choinki, zwłaszcza w tych rejonach kraju, gdzie ostatni raz pekaesy widziane były za wczesnego Balcerowicza.

Niewątpliwie wzrośnie znaczenie niezależnych warsztatów, bo trzeba będzie nasz tzw. park samochodowy utrzymać w takim stanie technicznym, by można było jeździć bezpiecznie. My już dziś postulujemy stworzenie osobnego resortu odpowiedzialnego za niezależny rynek motoryzacyjny. Skoro w 2015 roku można było powołać ministerstwo gospodarki morskiej, którego gestii powierzono cztery promy i parę chudych bałtyckich śledzi, tym bardziej na własnego ministra zasługują warsztaty.

 

POWIĄZANE POSTY
3 komentarze
    1. Trzeba poczekać na przesilenie w koalicji, następnie zawiązać spisek i zażądać teki.

Zostaw Komentarz