Rozwój elektromobilności z łaski niebieskiej

23 lst. 2022

Na początek małe exposé. Otóż jesteśmy wielkimi orędownikami walki ze zmianami klimatycznymi i naprawdę szczerze martwimy się o przyszłość planety. Zdajemy sobie sprawę, że odchodzenie od paliw kopalnych i dekarbonizacja światowej gospodarki są absolutnie konieczne i powinny przebiegać możliwie jak najszybciej. W związku z tym uważamy, że upowszechnienie się elektromobilności jest potrzebne, a przerabianie ropy na paliwa, a następnie spalanie ich i ciągłe zwiększanie stężenia dwutlenku węgla w atmosferze powinno jak najszybciej odejść do historii.

Wykładamy ten pogląd po to, by nikt nie sądził, że jesteśmy jakimiś zdziadziałymi obrońcami starego porządku, w szczególności zaś negacjonistami klimatycznymi. Nasze krytyczne spojrzenie na zagadnienie wynika z dziennikarskiej powinności. My jesteśmy od wskazywania mielizn, wytykania niekonsekwencji i nonsensów oraz demaskowania greenwashingu, czyli po prostu ekościemy. I właśnie uczynimy to po raz kolejny, ale najpierw dwa krótkie cytaty.

Cytat pierwszy: „Osiągnięcie liczby 1 mln aut elektrycznych w Polsce do 2025 r. będzie wiązało się z wygenerowaniem dodatkowego popytu na energię na poziomie 4,3 TWh rocznie, co zapewni sektorowi dodatkowe 20 mld zł ze sprzedaży energii (zakładając średni okres eksploatacji auta na poziomie 10 lat)”.

Cytat drugi: „Sieci nie wytrzymają (…) Wie pan, co by oznaczało milion samochodów elektrycznych? Stały blackout”.

Pierwszy to wyimek z przygotowanego w 2017 roku przez Ministerstwo Energii „Planu Rozwoju Elektromobilności w Polsce „Energia do przyszłości”. Drugi, to zdanie, które padło w niedawnym wywiadzie radiowym udzielonym przez wiceministra klimatu i środowiska.

I jeszcze jedno małe zderzenie, tym razem zapowiedzi prezesów naszych narodowych spółek. Oto prezes Orlenu obwieścił plan zbudowania 868 punktów ładowania. W Niemczech. Co prawda w Polsce też chce budować, ale w tym przypadku obietnice są nader mgliste: do końca dekady, mamy zamiar, itd. Z kolei prezes spółki ElectroMobility Poland, tej która od lat zajmuje się demonstrowaniem szkiców i makiet oraz zapowiadaniem budowy fabryki we wciąż szumiącym lasku pod Jaworznem, ogłosił, że wybrany został dostawca platformy narodowego samochodu elektrycznego. Ma nim być chiński koncern Geely.

Co łączy te wszystkie cytaty i enuncjacje? Otóż wyraźnie pokazują one, że u nas nie ma żadnej sensownej polityki wprowadzania bezemisyjnego transportu, a wszystko zostało postawione na głowie. Zadaniem rządu nie jest budowanie fabryk samochodów. Od tego są przedsiębiorcy, którzy robią to za prywatne pieniądze i na własne ryzyko. Jesteśmy zresztą przekonani, że w tym projekcie wszystko jest iluzją, a prawdziwe są jedynie faktury do zapłacenia.

Realnym zadaniem rządu jest za to modernizacja energetyki, by podołała wyzwaniom, jakie niesie ze sobą rozwój elektromobilności. I co się w tej sprawie wydarzyło? Wprowadzono ustawę wiatrakową znaną pod nieformalną nazwą „10h”, która całkowicie zastopowała rozwój lądowej energetyki wiatrowej. Z kolei o farmach wiatrowych na morzu, do budowy których mamy doskonałe warunki, wciąż się tylko ględzi i bije pianę, bynajmniej nie morską. A dlaczego Orlen ma zamiar nastawiać całą masę stacji ładowania elektrycznych samochodów akurat w Niemczech, a nie w Polsce, skoro to nasza ojczyzna pozostaje pod tym względem żenującą półpustynią? Ano dlatego, że polska infrastruktura przesyłowa to jedna nędza i rozpacz: łatanina powiązana drutem, ówdzie podparta kijem i po prostu nie ma do czego szybkich stacji podłączyć.

Czy coś się w ostatnich latach zmieniło? Chyba tylko tyle, że zarząd jednej z państwowych spółek energetycznych, zawierzył ją Opatrzności Bożej i Matce Boskiej Gromnicznej. Może rzeczywiście w boskich auxiliach cała nadzieja.

Zostaw Komentarz