Jak wytrzymać bez jeżdżenia
W czasie światowej kwarantanny rodzice nie jeżdżą samochodami, a dzieci nudzą się jak mopsy. A kiedy milusińscy się nudzą, może z tego wyjść jakaś chryja. Na przykład wtedy, kiedy zostawi się na wierzchu kluczyki do auta.
W czasie światowej kwarantanny rodzice nie jeżdżą samochodami, a dzieci nudzą się jak mopsy. A kiedy milusińscy się nudzą, może z tego wyjść jakaś chryja. Na przykład wtedy, kiedy zostawi się na wierzchu kluczyki do auta.
Czytelnicy mogą nas podejrzewać, całkiem zresztą słusznie, że gdy tylko mowa o brytyjskich samochodach, to od razu się wyzłośliwiamy. Ale my tylko odpłacamy Brytyjczykom pięknym za nadobne. Nigdy nie zapomnimy Clarksonowi tego, co kiedyś powiedział w „Top Gear” o Polonezie: że solidny i trwały jak erekcja emeryta.
Chodził nam po głowie pomysł zrobienia zapasu taniej „covidowej” benzyny, która w końcu kiedyś podrożeje i pospekulowania. Niestety z powodu nieubłaganych praw przyrody Wilkami z Wall Street nie zostaniemy.
Na rynku będzie oficjalnie sprzedawana benzyna drugiej świeżości, niczym jesiotr oferowany w bufecie moskiewskiego teatru Variétés w powieści „Mistrz i Małgorzata”. Ministerstwu Klimatu można przypomnieć pouczenie, którego bufetowemu Andriejowi Fokiczowi udzielił profesor Woland: „Druga świeżość to nonsens! Świeżość bywa tylko jedna – pierwsza i tym samym ostatnia”
Czasy nastały trudne, a nastroje społeczne siadły, tym przyjemniej więc usłyszeć, że są tacy, którzy nie ulegają defetyzmowi i dzielnie opierają się epidemii w myśl zasady "business as usual".
W związku z ogólnokrajową kwarantanną ulice miast opustoszały, ponieważ zamiast jeździć, siedzimy w domu. Jednocześnie na stacjach potaniało tak, że ci nieliczni kierowcy, którzy jeszcze tankują, przecierają oczy ze zdziwienia. Jeszcze trochę i będziemy mieli nad Wisłą wyśniony Kuwejt, czyli benzyna zrobi się tańsza od wody. Wszystko to jednak, obywatele, jest nienormalne i my już nie możemy się doczekać, kiedy wreszcie do miast powrócą korki, a benzyna zdrożeje. Chcemy jak najszybciej obudzić się z tego snu wariata.
Trzydzieści lat temu nikomu nie przyszłoby do głowy, że coś może zachwiać potęgą amerykańskich gigantów. Ale imperia mają to do siebie, że kiedyś przemijają i wszystko wskazuje, że na naszych oczach właśnie przemija imperium General Motors.
Redakcja Warsztatowca, a ściślej jej część, udała się do warsztatu, celem naprawy samochodu. Warsztat cieszy się lokalną renomą jako firma rzetelna, więc klientów mu nigdy nie brakowało. Tym razem jednak...
Kiedy dwa tygodnie temu pisaliśmy, że w związku z koronawirusem w Chinach i nam się przydadzą chusteczki, potraktowaliśmy te słowa jako przenośnię. Dziś mamy już koronawirus w kraju. Zamykane są szkoły i uczelnie, nie wiadomo, co będzie z zakładami produkcyjnymi, a także, co nas interesuje szczególnie, z warsztatami. Prawdopodobnie przez jakiś czas samochody będą jeździły mniej, co przełoży się na zmniejszenie popytu na usługi serwisowe. Być może pojawią się tzw. przejściowe problemy z dostępnością części. Jak długo to wszystko będzie trwało, tego oczywiście nikt nie wie. Ale znając życie, można domniemywać, że przywykniemy do koronawirusa i wkrótce przestaniemy panikować, a to będzie pierwszy krok do normalizacji.
"Na całej połaci - śnieg. W przeróżnej postaci - śnieg. Dla sióstr i dla braci zimowy plakacik - śnieg... "- tak przed laty śpiewali Starsi Panowie, kiedy zimą zdarzał się i śnieg, i trzaskający mróz. Ale klimat się zmienia, a wraz z nim zmienia się też rynek motoryzacyjny.