Demaskowanie hybrydowe, czyli z wtyczką czy bez
Media donoszą, że pięć lat po wybuchu niesławnej afery zwanej „Dieselgate” kroi się nowa. Tym razem podejrzane są samochody hybrydowe typu plug-in.
Media donoszą, że pięć lat po wybuchu niesławnej afery zwanej „Dieselgate” kroi się nowa. Tym razem podejrzane są samochody hybrydowe typu plug-in.
Coś z pythonowskiej groteski jest w ostatnich manewrach brytyjsko-niemieckich w motoryzacji.
Są jak wiadomo towary wrażliwe, które po przekroczeniu terminu stają się niezdatne do spożycia i jak zawczasu nie uda się ich sprzedać, zostaje się z nimi już na wiecznej rzeczy pamiątkę. W tym roku okazuje się, że zaśmiardnąć się mogą nie tylko ostrygi, ale również samochody, a to z powodu wejścia w życie na początku przyszłego roku nowej normy emisji Euro 6d FCM.
Ameryka jest dziś krajem głęboko podzielonym i widać to nawet w motoryzacji.
Jeśli producenci z Detroit nie nadążą za peletonem w wyścigu innowacyjności, z czasem w ogóle przestaną się liczyć, a samochody dla Amerykanów będą wytwarzać Tesla, Niemcy, Japończycy, do spółki z Chińczykami.
Patologie w naszym systemie kontroli technicznych pojazdów zostały zakodowane w przepisach, które rzuciły okresowe badania na wolny rynek.
Kto wie, może już niedługo usłyszymy o przejęciu wielkiego pakietu udziałów w Tesli przez jakąś chińską firmę.
Proponujemy pierwszy jeżdżący egzemplarz elektrycznej Izery od razu przerobić na papamobil i posłać do Watykanu.
Ciekawe, czy doczekamy się sytuacji, gdy koncern motoryzacyjny pozwie producentów elektroniki za wykorzystanie bez licencji technologii samochodowych.
Obywatele RFN przekonują się, że coraz częściej przy podejmowaniu ważnych decyzji w Niemczech trzeba dzwonić do Nowego Jorku, czy Szanghaju.