Kto kogo czym straszy, czyli o niespokojnym śnie Elona Muska
Elektryczny samochód, jeszcze nie produkowany, grozi mu sukces, drżyj Teslo, hmm... coś nam świta. Ano tak, przypomniało nam się – Izera!
Elektryczny samochód, jeszcze nie produkowany, grozi mu sukces, drżyj Teslo, hmm... coś nam świta. Ano tak, przypomniało nam się – Izera!
Zanosi się, że polski przemysł motoryzacyjny zostanie w dużym stopniu rozmontowany zupełnie po cichu, i po części fabryk zostaną tylko pomniki lub pamiątkowe tablice.
Polska myśl techniczna, choć skromna, ma w dorobku wiele ciekawych, lecz niewykorzystanych konstrukcji. Jedna z nich był ciągnik z napędem na wszystkie koła EH 4x4, który wyprzedził swoją epokę, ale nie wyszedł poza fazę prototypu.
Niedawno w Warszawie sfajczyło się Audi TT należące do firmy Panek. Nas interesuje, czy za straty nie zapłaci czasem ubezpieczyciel, który zrekompensuje sobie koszty, podnosząc ceny polis dla wszystkich innych właścicieli samochodów.
Spółka, która zajmowała się projektem „polskiego supersamochodu” Arrinera zrezygnowała zeń, bo nie udało się znaleźć niezbędnego finansowania, choć miała to być "wyjątkowa wizytówka polskiej technologii i polskiego eksportu”.
Mieszkańcy bloków zaprojektowanych przed 2019 rokiem są zdani wyłącznie na publiczne stacje ładowania. W efekcie sens ekonomiczny zakupu elektrycznego auta jest żaden.
Wraz z wykupieniem terenów dawnej Fabryki Samochodów Osobowych pod budowę osiedli, nadszedł ostateczny i nieodwołalny koniec tych zakładów.
Fabryki powinno się budować za prywatne pieniądze. Wtedy jest komu martwić się o wydaną kasę, liczyć, sprawdzać, pilnować.
Firma Ford pochwaliła się, że stworzyła luksusowy zapach dla klientów, którzy chcieliby pojeździć elektrycznym Mustangiem. Perfumą tą skrapia się samochód, nie kierowcę.
„New York Post” straszy hordami szczurów-wandali, które dewastują nowe samochody. Wrogami aut okazują się również wiewiórki.